Kto daje pracę? - czego nie nauczyli Cię o freelancingu#5

Znowu nie dostałeś pracy? To dlatego, że właściciele firm wcale nie dają pracy! Zobacz kto daje pracę.
Marcin Kosedowski, foto: © roobertoo
Wyobraź sobie, że oglądasz film o sadownikach. Wpadasz na genialny pomysł: każdy je jabłka, więc da się na nich zarobić. Postanawiasz dołączyć do tego biznesu. Bierzesz kredyt z banku na 30 lat, sadzisz pierwsze drzewa i czekasz aż urosną. W tym czasie grasz na Playstation i oglądasz seriale - przecież wystarczy posadzić drzewa i raz na pół roku się nimi zainteresować, a niedługo sad sam zacznie zarabiać.
>>>Nie musisz chodzić do pracy
Mijają dwa lata. Wchodzisz do warzywniaka. Widzisz, że wystawia się w nim mnóstwo innych sadowników. Hmmm, ktoś już wpadł na pomysł zarabiania na jabłkach
- myślisz, ale jednocześnie sprawdzasz ile średnio kosztuje kilogram jabłek i liczysz przyszłe zyski ze swojej pracy. Zadowolony wracasz do seriali.
Już za chwilę twój biznes zaraz zacznie zarabiać…
Szybko upływają kolejne trzy lata, a drzewa zaczynają owocować. Wystawiasz swoje produkty w warzywniaku. Sprzedawca bierze skrzynkę i obiecuje zadzwonić kiedy coś się sprzeda.
Po miesiącu okazuje się, że nikt nie kupił ani jednego jabłka.
Już kiedy zaczynałeś, konkurencja w biznesie jabłkowym była duża. Przez lata jeszcze się powiększyła, a Ci, których jabłka oglądałeś po drugim roku pracy nad sadem, zyskali olbrzymie doświadczenie.
Mijają kolejne miesiące, a Ty nie sprzedajesz nawet kawałeczka jabłka.
Dlaczego mi nie wyszło?
Poznaj 20 porad, które pomogą każdemu freelancerowi
W końcu zdarza się przełom. Właściciel kolejnego warzywniaka, do którego poszedłeś z ofertą, mówi wprost: twoje jabłka są brzydkie, małe i kwaśne. Klienci chcą dużych, słodkich i błyszczących. Już wiesz co zrobisz!
Jako niedoszły król biznesu jabłkowego robisz to, co jako konsument uważasz za najważniejsze: obniżasz cenę swoich jabłek. Może zarobisz mniej, ale wystarczy na spłatę kredytu, który zaciągnąłeś żeby kupić sad na własność.
Inni sprzedawcy, widząc co się dzieje, też obniżają ceny. Oni mogą, nadrobią wielkością sprzedaży. Musisz więc zejść z ceną jeszcze niżej, bo znowu nic nie sprzedasz. Walka jest coraz trudniejsza. Ostro tniesz koszty. Jesteś już blisko uzyskania najniższej ceny w okolicy, gdy…
…Państwo (w ramach dofinansowanej przez Unię kampanii na rzecz zdrowego trybu życia) rozdaje jabłka za darmo. Teraz to Ty, jako podatnik, płacisz za jabłka rozdawane
przez twoją konkurencję, która wygrała przetarg.
Całkowicie załamany, siadasz przed telewizorem. Właśnie leci film o gruszkach…
Źle, źle, źle!
Tak naprawdę na sprzedaż jest praca włożona w produkcję
Możesz łatwo wyobrazić sobie rynek handlu owocami, prawda? Jako klient chcesz kupić jak najlepsze jabłka. Czasem zależy Ci na niskiej cenie. Sprzedawcy jabłek chcą natomiast sprzedać efekty swojej pracy.
Kiedy jest mało producentów, to klienci muszą akceptować ich warunki: jabłka są drogie i nie najwyższej jakości. Jeśli kupujących jest mało, a sprzedających dużo, to jabłka muszą być tanie, słodkie i błyszczące. Tych brzydkich, kwaśnych i drogich nikt nie kupi.
Praca też jest na sprzedaż!
A teraz zamiast jabłek wstaw wiedzę uzyskaną po skończeniu studiów. To dokładnie taki sam rynek.
Pod koniec liceum studia na renomowanej uczelni wyglądają dla mnie na strzał w dziesiątkę. Mniej więcej na drugim roku zaczynam jednak dostrzegać ich wady. Najważniejsza jest olbrzymia konkurencja na rynku pracy. Jest mnóstwo osób, które oprócz studiów (albo zamiast nich) mają doświadczenie.
Po pięciu latach, kiedy znajomi kończą studia i zaczynają szukać pracy, ja jestem już przekonany, że pojawienie się na uczelni dwa razy w roku przeplatane grą na PlayStation nie daje automatycznie świetnej pracy. Na szczęście żyjemy w czasach, w których na sprzedaż są nie tylko jabłka. Praca też jest na sprzedaż!
Kto tu jest konsumentem?
Właściciele firm są zwyczajnymi kupującymi: chcą kupić pracę (w sensie fizycznym) jaką Ty i ja wkładamy, żeby stworzyć różne produkty. Ważna uwaga: obecnie produktem może być zarówno garnek, program komputerowy jak i 1000 klientów. Osoby pracujące (bez znaczenia czy na etacie, we własnej firmie, czy freelancerzy) są natomiast sprzedawcami. Sprzedają swoje umiejętności, doświadczenie i czasem papier potwierdzający skończenie studiów (np. lekarze, prawnicy albo architekci)
Taki właściciel firmy chce kupić jak najlepszy produkt. Jeśli ma do wyboru programistę z 10-letnim doświadczeniem i segregatorem certyfikatów oraz studenta pierwszego semestru kierunku Informatyka w Agroturystyce na Wyższej Szkole Wszystkiego Najlepszego, to do prowadzenia dużego projektu wybierze tego pierwszego.
Jeśli widzisz, że twój rynek to rynek, na którym rządzą kupujący (właściciele firm), możesz próbować z niego uciekać. Kiedy na czwartym roku Psychologii zauważasz, że w twoim mieście co chwilę znikają gabinety psychologów, pewnie zmienisz rynek. Prawdopodobnie wybierzesz inny kierunek, ale nie jestem przekonany, czy to najlepsze wyjście.
Jak kształtują się ceny pracy?
Z drugiej strony część klientów chce kupić jak najtaniej, bez patrzenia na jakość (takich nie lubimy ;). Do kompotu wystarczą średnie jabłka, mogą być brzydsze niż te do podania na uroczystej kolacji. Tak samo z programami: niektóre mogą jakoś
działać, a i tak będą wystarczająco dobre. Lepiej zapłacić studentowi 100 zł, zamiast wydawać 3000 na specjalistę z agencji.
Ci, którym nie zależy zbytnio na jakości, mogą nawet wziąć sobie darmowego praktykanta z Urzędu Pracy. To tak samo jak z jabłkami: państwo rozdaje jabłka dzieciom, przez co część jabłek się nie sprzeda. Państwo rozdaje praktykantów firmom, przez co część osób pozostanie bez pracy. W dodatku ze swoich podatków opłacają darmową
konkurencję!.
Na koniec wnioski czyli kto daje pracę
Widzisz? Pracę się kupuje. Tak jak jabłka albo szaliki.
Kiedy więc wyślesz kolejne CV i będziesz narzekać, że ten wredny rekrutujący nie chce dać Ci pracy, pamiętaj, że jest dokładnie odwrotnie! Szef firmy kupuje od Ciebie twoją pracę (w sensie fizycznym). To Ty dajesz pracę.
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.
Bardzo fajny wpis.
Pozdrawiam
Dosyć pokręcony wpis, ale prawdziwy ;-)
Świetny artykuł. Rozumiałem już wcześniej ten mechanizm, ale większy problem stanowiło wytłumaczenie go innym, tak aby do nich trafiło. Teraz to tylko będę ich odsyłał tutaj :)
Cieszę się, że Wam się podoba :).
Genialny artykuł, ląduje w ścisłej czołówce "ulubionych". Kurczę, tylko jak to jest, że "samo prowda godocie, panie blogerze", a jakoś to takie mało oczywiste w życiu? ;]
Podręczniki do mikroekonomii dokładnie tak samo podchodzą do podaży i popytu na rynku pracy. Nie wszyscy jednak są w stanie te krzywe zrozumieć jak należy. ;]
Krótki komentarz o tym jak te jabłka jednak sprzedać:
http://forwardfeed.pl/index.php/2011/04/13/jak-sprzedac-kwasne-jablka-przekuj-porazke-w-sukces/
Artykuł bardzo, moim zdaniem, trafny i trafiony. Z drugiej jednak strony, pracodawca często chce oszczędzić na informatyku ("bo przecież teraz każdy umi robić strony") i zatrudnia właśnie absolwenta Wyższej Szkoły Wszystkiego Najlepszego. Efekt jest taki, że niedoświadczony absolwent pracuje za 1200 brutto i psuje rynek, a klient takiego pracodawcy, w odpowiedzi na swoje wymagania/sugestie słyszy: "to się nie da / tak nie umiemy" - ot, takie rozwinięcie małe, a smutne... =]
DGCC. Ludzie kupują [np. jabłka :)] w osiedlowym, a inni wolą zapłacić mniej za gorsze / pryskane w Tesco. Z pracodawcami podobnie, jeden wybiera "jabłka z Tesco", inny niekoniecznie. Normalka.
@Tomasz: Jak dla kogo... Ja miałem tylko krótkie epizody etatowe (łącznie około roku), a jako freelancer sprzedaję się na co dzień, więc zawsze było to dla mnie oczywiste. Dopiero jakiś miesiąc temu zauważyłem, że nie dla każdego takie podejście jest normalne i przez ten miesiąc powstawał wpis.
@anoriell: aż chyba kupię sobie jakiś podręcznik do mikroekonomii i go streszczę w jakiś sensowny sposób ;).
@Krzysztof: dziękuję za uzupełnienie. Zgadzam się, że dotychczasowe doświadczenia (w żadnym wypadku porażki!) można przekuć na sukces.
@Stanisław: nie ma czegoś takiego jak "psucie rynku". Są dwa rynki: jeden taki, na którym może pracować ktoś najtańszy, a drugi, na którym potrzebny jest specjalista. Specjalista nawet nie będzie kandydował na stanowisko na którym wystarczy student, bo zanudzi się po tygodniu.
Bardzo fajne porównanie do tych jabłek. Jednak z początku myślałem, że wpis będzie dotyczył czegoś zupełnie innego. Dokładniej tego kto tak naprawdę nam płaci: nie szef, szefowa, spółka czy korporacja a klienci. Gdy nie ma klientów wtedy nie ma dla nas płacy...
Ładnie napisane, kupuję :)
i znowu trafiam na Twojego bloga.. Przykro mi, muszę go zasubskrybować ;)
A teraz odwrotnie,wlasciciel firmy ma do sprzedania prace i oferuje ja za okreslona cene a ty jestes kupujacym,i albo ja kupujesz albo nie a,ze podaz nie zaspokaja popytu to znaczy,ze jestes w sytuacji kupujacego samochod na gieldzie samochodowej w Gdyni w roku 1980-1989 .Dla mlodszych informacyjnie: w tamtych "wspanialych czasach"za rzecha wartego realnie
10zl.placilo sie 100000 zl.I to by bylo na tyle.
Świetny wpis! Szkoda że niewiele osób to potrafi zrozumieć.
Już całkiem załamują mnie ludzie którzy kończą jakieś pokraczne kierunki w stylu socjologii, pedagogiki itp i potem narzekają na brak pracy....
Ciekawe podejscie, jednak ciekawe co ono zmienia, skoro i tak nie zostaniesz przyjety
Ciekawe i prawdziwie spostrzezenia. Brakuje mi tylko wniosku, bo przeciez kazdy wie ze rynek pracy w Polsce to rynek pracodawcy, a nie pracownika. Pewnie przez jakis (sadze ze dluzszy) czas jeszcze tak pozostanie.
Niektóre komentarze pokazują, że przesłanie tego tekstu nie dotarło do niektórych - może dotarłoby gdyby musieli go zdać w formie egzaminu w II semestrze z mikroekonomii na uczelni ekonomicznej.
Jeśli ktoś pisze, że "nie zostanie przyjęty" tzn. ze pozycjonuje się w całkowicie złym miejscu tego rynku. Że jest bardzo łatwo zastępowalny i nieunikalny.
Łatwiej jest zmienić siebie niż rynek, więc zacznij od siebie i naucz się czegoś, czego nikt z Twoich znajomych nie zna. Np. studenci nie maja certyfikacji z czegos takiego jak ITIL chociaz niektorzy nawet maja zajecia z tego w szkole. Już masz przewagę przed resztą.
Bełkot.
Nie można było tego zamknąć w jednym zdaniu?
"pracę dalej ten kto płaci"
czyli zupełnie inaczej niż Ci się wydaje.
100% racja. Trzeba się postawić na miejscu pracodawcy. To on przebiera i wybiera najlepsze rodzynki. A jeśli nie umiesz się odpowiednio zareklamować - wyeksponować no to jesteś bezrobotnym.
Nie wiem co za Ryśki to wykopały
pracuj jak najlepiej potrafisz, nie przywiązuj się do efektów pracy
Kupa prawdy , z przewagą prawdy :)
Czasy pracodawców i pracowników odchodzą do lamusa.
Jako ludzie jesteśmy nanofirmami i musimy korzystać z metod stosowanych przez firmy ze wszystkimi tego jasnymi i ciemnymi stronami.
Pozdrawiam
Kupuje się nie tylko najlepsze, ale zwykle kupuje się wystarczająco dobre. Bo tak się po prostu najbardziej opłaca