Gra Cashflow 101 - wrażenia

Sporo osób uważa, że Kiyosaki nie zarabia na nieruchomościach, ale na uczeniu innych jak zarabiać. I bardzo dobrze, że tak robi. Zobacz, jak wygląda gra Cashflow 101.
Marcin Kosedowski, foto: Daniel Zedda, tekst SPONSOROWANY
Ostatnio, po wpisie o tym dlaczego nie buduję dochodu pasywnego, trafiłem na książkę wyjaśniającą filozofię Kiyosakiego, którą z kolei mogłem dla Was streścić. Później potoczyło się szybko: dostałem zaproszenie na sesję gry Cashflow we wrocławskim Cocobarze, zagrałem i postanowiłem zostać na dłużej.
Dlaczego? Nigdy wcześniej nie zdobyłem takiej wiedzy w tak krótkim czasie. Nawet podczas robienia semestralnych projektów w weekend na studiach. Co najważniejsze, Cashflow był tylko pretekstem do wyjaśnienia wielu spraw przez innych graczy.
Cashflow - o co w tym chodzi?
Ale od początku. Idąc na spotkanie wiedziałem, że Cashflow to takie bardziej rozbudowane Monopoly. Tymczasem jest trochę inaczej. Sama gra to faktycznie bardziej skomplikowane i dynamiczne Monopoly.
Mariusz, prowadzący grę, stwierdził, że odpowiada rzeczywistości w 50-60% i nie uwzględnia wszystkiego co się dzieje. Mieliśmy okazję pogadać o tym przed grą. Później Mariusz puścił film, w którym Kiyosaki w swoim stylu wyjaśniał kolejną oczywistość: warto się zadłużać tylko jeśli zysk z pożyczonych pieniędzy będzie większy niż odsetki dla banku. Mimo że stosuję tę zasadę na co dzień, to jakoś zapomniałem o tym podczas gry ;).
Kto wyjdzie z "wyścigu szczurów"?
W końcu zaczęliśmy. Każdy z nas został szczurkiem, który ma jakąś sytuację życiową i marzenie do spełnienia. Ja byłem mechanikiem z kredytem hipotecznym, który marzy o założeniu własnej farmy.
Plansza do Cashflow przed rozpoczęciem gry.
Na początku szczurki krążą na małej planszy, w wyścigu szczurów
. Ilustruje to czas w życiu, w którym sprawiamy sobie coraz bardziej kosztowne zabawki typu dom albo dziecko. Szczurki ścigają się wkoło. Aby wyjść z wyścigu szczurów
, trzeba dokonywać takich zakupów, które po odliczeniu kredytów będą dawały nam dochód (np. wynajmujemy dom za 3000 zł, a kredyt kosztuje nas 2500). Jeśli dochód pasywny będzie większy niż wydatki - wydostaniemy się z wyścigu szczurów
. Dopiero tam będzie nas stać na sfinansowanie marzenia.
650 zł za grę? Trochę dużo…
Sama gra wygląda podobnie jak Monopoly, ale karty są bardziej skomplikowane. Pojawiają się na przykład akcje, a domy są już obciążone hipoteką i mają lokatorów. Zauważyłem też, że można grać w nią samemu. Podczas gry było tylko kilka transakcji między graczami. Np. moje kto chce kupić za $3000 firmę, która nic nie daje?
(ach, ta moja umiejętność sprzedaży ;).
Na razie wszystkie szczurki krążą w wyścigu. Mój, czarny, trafił na okazję.
Zgoda, gra jest interesująca, ale to nie powód, żeby wydać na nią prawie 400 złotych. Do tego trzeba doliczyć 250 złotych za rozszerzenie zalecane po 6-10 rozgrywkach. Moim zdaniem dużo lepszym pomysłem jest zagranie podczas sesji organizowanej przez klub Cashflow.
Kogo spotkałem podczas gry w Cashflow?
Powód jest prosty. Pod ręką miałem Maćka, który na wizytówce ma napisane Doradca firmy
i Mariusza (prowadzącego). U niego widnieje natomiast napis Dyrektor handlowy
. Obydwaj dzielą się tak dużą wiedzą, że w pewnym momencie muszę prosić o przystopowanie gry, bo przestaję ogarniać co się dzieje!
Muszę tu dodać, że nie mam żadnych teoretycznych podstaw z rachunkowości czy finansów, ale jednak patrząc chociażby na pozostałych finalistów Pomysłu na biznes, to coś jednak wiem. Mimo to szybko porządkuję swoją dotychczasową wiedzę i dowiaduję się o paru nowych rzeczach, które w przyszłości na pewno mi się przydadzą. I na 100% pozwolą uniknąć strat większych niż 50 złotych, bo tyle kosztuje wzięcie udziału w sesji gry.
Jak Cashflow 101 ma się do rzeczywistości?
Jedną z uwag, które pojawiły się m.in. w komentarzach przy jednym z ostatnich wpisów jest oderwanie gry od rzeczywistości. To prawda, gra jest uproszczone, ale pozwala rozpocząć dyskusje pokazujące różnice między realnymi transakcjami a zabawą. Fajnie też zobaczyć doświadczonych graczy oraz osoby, które zajmują się sprawami finansowymi w prawdziwym świecie. Wyraźnie widać różnice w strategii. Na przykład po wylosowaniu karty dostaję ofertę kupna 400 akcji za $5 sztuka. Wyceniane są na 5-30 dolarów, więc bez zastanowienia kupuję - przecież mogą tylko rosnąć.
Po chwili okazuje się, że cena spada do $1. Oj, to wtopiłeś
- mówi kolega obok. Tymczasem ja jestem zachwycony! Oznacza to, że mogę dokupić jeszcze więcej akcji dużo poniżej ich wartości. Niestety - czego nie zauważam - dzieje się to kiedy już jestem stary (w przeciwieństwie do Monopoly, w który gra się bez końca, w Cashflow upływa czas) i nie zdążam ze sprzedażą.
Płynie z tego prosty wniosek, że na starość trzeba już myśleć o emeryturze, a nie jednorazowym zdobyciu kapitału z akcji. Przy okazji z dyskusji Maćka i Mariusza dowiaduję się, dlaczego bank (w grze) nie chciał mi pożyczyć pieniędzy na zakup akcji i jak taka operacja wygląda w rzeczywistości. Mogę się założyć, że gdybym poszedł do nich z tym samym pytaniem kiedy są w pracy, zażądaliby ode mnie trochę
więcej niż 50 złotych.
Chcecie spróbować?
I nie, nie wychodzę z wyścigu szczurów. Co ciekawe, udaje się to tylko właścicielowi Cocobaru. Doradca zarabia miesięcznie chyba z 10 tysięcy dolarów, ale brakuje mu kilku ruchów do zapewnienia dochodu pasywnego.
Tylko jednej osobie udaje się wyjść z wyścigu szczurów
.
Po grze jeszcze chwilę rozmawiamy na temat Cashflow i własnych pomysłów na życie. Muszę przyznać, że to bardzo motywująca rozmowa. Tak też należy traktować spotkania cashflowowe: jako okazję do dowiedzenia się czegoś nowego o finansach od bardziej doświadczonych osób i nadrobienie braków w edukacji i pogadania z ludźmi, którzy wesprą Cię w twoich inicjatywach zamiast szukać przeszkód. To nie jest kurs handlu nieruchomościami ani instrukcja jak zostać milionerem w sekundę.
Przynajmniej ja potraktuję kolejne spotkania jako okazję do nadrobienia braków w edukacji finansowej. Na pewno wezmę udział w kolejnych, a Wam polecam spędzenie co najmniej jednego wieczoru na grze.
Na koniec mam dla Was niespodziankę. Każda osoba, która weźmie udział w grze Cashflow w Cocobarze, dostanie w prezencie zaprojektowany przeze mnie, unikatowy kubek do kawy nawiązujący do motywu bloga (będzie tylko 10 sztuk, każda numerowana). Chętnych do zabawy proszę o kontakt - ustalimy jakiś termin.
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.



Hm... ciekawe gdzie można by w to zagrać w poznaniu. Bo brzmi ciekawie.
A czemu ta gra jest taka droga…? Wadium dla autora? Bo na pewno nie koszt wydania…
Autorze - ten koleżka co się tak cieszy - to Ty?
Autorze - ten koleżka co się tak cieszy - to Ty?
Zasady podstawowe sa banalne. Po 1-2 rozgrywkach, wie sie juz w co inwestowac, na co warto sie zapozyczyc. Mozna grac z "automatu". A czy sie wygra - kwestia losowosci :)
W rozszerzenie nie gralem.
Zdziwiłbym się, gdyby Mat nie został rentierem ;)
Nie przeczę, że się można dużo nauczyć przy grze (dowolnej) i nawet przy słabej grze, a dobrych ludziach zabawa może być przednia... ale upieram się, że Cashflow jest mocno słaby w porównaniu do większości dużo tańszych gier, w które grałem... są lepsze i tańsze gry o ekonomicznym charakterze, skąd też można nauki życiowe wyciągać: "Zostań Menedżerem", Pret-a-porter... Cashflow to tylko przydroga pomoc naukowa, z dobrą grą ma tyle wspólnego co klasyczny Chińczyk.
@Jacek Hewko: nie, skądże! Kubki będą gratis dla osób, które zdecydują się zagrać.
A swoją drogą sprzedaż kubków za 50 złotych to by był niezły biznes :).
@Andrzej Dopierała: wpisz w Google "cashflow club poznań" czy jakoś tak, to znajdziesz :).
@Marsjanin: gdzieś w sieci widziałem jakąś ideologię wokół której jest zbudowana cena tej gry, ale ani nie przekonała mnie na tyle, żebym ją zapamiętał, ani nie mogę teraz znaleźć.
Na pewno nie chodzi o cenę produkcji gry albo projektu ekonomicznego, bo plansza jest podobna jak w Monopoly, chociaż jest trochę więcej kart. Co do projektu, to na pewno ktoś posiedział nad nią dłużej, ale znam bardziej przemyślane i dużo tańsze gry planszowe.
@bnc1: nie. Ten łysiejący na ostatnim zdjęciu ;).
@Lobo: potwierdzam, że zasady są łatwe. Sam siadłem do gry widząc ją pierwszy raz na oczy i wszystko wyszło w trakcie. Jedynym problemem było to, że nie znałem kart zdarzeń i okazji i nie wiedziałem czy spodziewać się np. że co druga karta to okazja kupna domu czy może co dwudziesta albo czy może pojawić się zdarzenie kupna firmy itd.
Z drugiej strony jeśli zagrałoby kilka osób, które nigdy nie widziały gry to szanse byłyby wyrównane.
@tranx: „Rentier” – wiem, że to znaczy co innego, ale w języku polskim kojarzy mi się z portierem na rencie (takim jak w apartamentowcu w „Bulionerach”). ;-)
"Przy okazji z dyskusji Maćka i Mariusza dowiaduję się, dlaczego bank (w grze) nie chciał mi pożyczyć pieniędzy na zakup akcji i jak taka operacja wygląda w rzeczywistości. Mogę się założyć, że gdybym poszedł do nich z tym samym pytaniem kiedy są w pracy, zażądaliby ode mnie "trochę" więcej niż 50 złotych."
Informacja, czemu bank w grze nie chce pożyczyć pieniędzy jest guzik warta. Banki w realu pożyczają pieniądze na zakup akcji bardzo chętnie.
Wygląda to fajnie, ale zysk (i opcjonalnie odsetki) to nie liczba, tylko funkcja.
I bardzo fajnie że użyłeś czasu przyszłego, ale proponuję dodać tryb przypuszczający. ;)
Mają ryzyko w Cashflow - np. że twoja nieruchomość może nagle zacząć przynosić zysk 2 razy mniejszy niż dotychczas lub zostać obciążona czymś niespodziewanym? Sam nie będę chyba sprawdzał :)
@severson: w tej drugiej wersji (202) są uwzględnione takie zmiany.
Nikt nie zwrócił uwagi na fotkę podpiętą do tytułu recenzji...czyżby taktyka "produkt sprzeda się lepiej jak będą na opakowaniu pokazane cycki/półnaga laska"? (w tym przypadku tylko odsłonięte lekko nogi) ;)
Świetnie wyglada Twoja strona... głównie dzieki kobietom na zdjeciach. Genialnie dobrane fotografie. Tematyka obgadana, stara. Ja nigdy nie zarabialam przez internet, wszedzie o tym pisza, ale ja np kompletnie nie wiem jak sie za to zabrac, bo zeby zarabiac przez internet , trzeba miec pewna wiedze na jakis temat, nie mozna pisac bloga o niczym.
Nikogo nie zaciekawi to ze jakas dziewczyna ma problem z wybraniem drugiego kierunku studiow, ze politycy i nowa ustawa zepsuly mi plany na zycie.
Ciekawi mnie to co piszesz o swoim kierunku studiow i o informatyce. Bo wlasnie myslalam o informatyce. Mi jednak mowia ze nie dam sobie rady, nie znam sie na tym, ze kobiety nie moga byc dobrymi informatykami, a juz napewno nie moga programowac.
Tylko ze kobieta tez musi pracowac...
A przez 5 lat... mozna sie nauczyc cudow.