Coworking: czy też masz te 7 błędnych wyobrażeń?

Weźmy piętnastu freelancerów-indywidualistów pracujących zdalnie i posadźmy ich przy jednym biurku. Czy to może się udać?
Osoby, które nie mają dostępu do biura coworkingowego powinny skorzystać z tych 20 porad dla pracujących zdalnie i freelancerów.
Kiedy bawisz się we freelancing i pracujesz w domu, po pewnym czasie może zacząć brakować towarzystwa. A może dzieci są za bardzo wymagające? Żona twierdzi, że skoro cały dzień siedzisz w domu, to powinieneś chociaż zrobić obiad, pranie i zakupy. I nie zapomnij pomalować szafek w kuchni! Tak to wygląda?
Biura na godziny, czy coś więcej? Poznaj 3 sposoby na coworking
Co(working) po pracy w domu?
Wojtek Majewski, który zaprosił mnie do swojego biura coworkingowego Biurco w Warszawie postanowił zebrać osoby, którym praca w domu zaczyna ciążyć. Miałem jakieś pojęcie, że coworking istnieje, ale moje wyobrażenia były błędne. W wizji jaka wynikała z kilku artykułów wychodziło na to, że dziesięciu grafików, projektantów stron i programistów zrzuca się na lokal, w którym ustawiają swoje biurka, dobierają się w grupki i w miarę potrzeb pracują nad wspólnymi projektami. W tej wizji właściwie wszystkie wyobrażenia są błędne.
Błąd pierwszy: to nie biurka do wynajęcia
Biuro coworkera musi być ekstremalnie przenośne, bo coworking to nie współdzielenie biura. Generalnie chodzi o to, że Biurco udostępnia… biurko. Takie duże, na 10 osób. Wchodzisz ze swoim laptopem, siadasz, pracujesz, kończysz, sprzątasz po sobie, zostawiasz puste miejsce i wychodzisz. Na twoje miejsce może przyjść ktoś inny, a może zostanie wolne. W przerwie możesz jeszcze podejść do baru i zrobić sobie kawę: Wojtek stwierdził, że profesjonalna drukarka i ekspres to najważniejszy sprzęt w biurze. Ma absolutną rację, chociaż ja ekspres postawiłbym na pierwszym miejscu…

Najważniejszy przedmiot w biurze
Błąd drugi: sekretarka jest zbędna
Według Wojtka najważniejsza jest atmosfera. Biurco nie jest miejscem, które służy do rejestracji wirtualnych adresów (chociaż jest taka możliwość) albo miejscem, w którym sekretarka redaguje korespondencję, a pan z helpdesku wymienia toner. Pracownicy są inteligentni i potrafią zrobić to sami. Bardziej zależy im na atmosferze nie przypominającej o tym, że są w pracy. Udostępnienie miejsca musi być połączone z budowaniem społeczności bez tego to jest wynajem biurek, a nie coworking
- kwituje Wojtek.
Błąd trzeci: to nie open-space z korporacji
Wojtek, z zawodu architekt, założył, że Biurco nie ma przypominać open-space'a w korporacji (ani w ogóle korporacji), ale jednocześnie ma zapewnić wszystko, czego brakuje do pracy w domu: od spokoju do kopert. Ma też być wygodniej niż w kawiarni, w której dostęp do ksera jest zwykle trochę trudny.

Biurko do wynajęcia. Za szybką: programiści;).
Co zwraca uwagę, to cisza. Nie ma czegoś takiego jak w open-space'ach w dużych firmach, że każdy krzyczy, stoi komuś nad głową itd. Tu każdy grzecznie patrzy na swój monitor, chociaż sala jest praktycznie otwarta. Tłumaczy to Maja, która wynajmuje kawałek biurka. Tu nie ma spraw nad którymi wspólnie pracujemy, każdy wysyła swoje e-maile
- podkreśla. Kiedy Wojtek mówi o zgłoszeniu trzech osób pracujących wspólnie, wyraźnie zaczyna się bać o swój spokój.
Z drugiej strony człon co
w słowie coworking
nie znalazł się przez przypadek. Przy barze albo podczas spotkania podczas pracownicy prezentują przydatne dla innych tematy można pogadać również o sprawach zawodowych.
Błąd czwarty: to nie praca na każdy dzień
Co chyba najbardziej mnie zdziwiło, to to, że przeciętny pracownik czasem korzysta z biurka, a czasem pracuje w domu. Wykupują pakiety na określoną liczbę dni w miesiącu (zwykle około 8-12), chociaż niektórzy bywają tam cały czas. W pozostałe dni mogą pracować w domu albo przebywać na spotkaniach i nie płacić za biuro.
Błąd piąty: to zajęcie nie tylko dla ludzi z IT
No nie do końca. Większość osób jest jakoś związana z Internetem, ale z biura korzystały też: początkująca gazeta, gość sprzedający jakieś zagłuszające urządzenia, dziewczyna sprzedająca samoloty (zastanawialiście się kiedyś, gdzie się kupuje takie rzeczy jak samolot albo pociąg?), facet, który wymyślił podwójne paluszki i dziewczyny zajmujące się zatrudnianiem opiekunek do dzieci. To nie do końca IT, prawda?
Błąd szósty: to nie miejsce do szukania klientów
Zanim zaczniesz pracę jako freelancer, koniecznie poznaj plusy i minusy freelancingu. Które z nich rozwiązuje coworking?
Biurco nie służy do łączenia osób, które chcą razem zrobić projekt. Jasne, jeśli pół metra od Ciebie siedzi grafik, to zamówisz wizytówki u niego, a nie w Łomży. Jednak osoby, które chcą się wkręcić tylko po to, żeby dostać dostęp do nowych klientów nie są mile widziane. Oni po prostu czują taki styl pracy. Ścieżka jest standardowa: kilka firm, korporacja, własna działalność i coworking
, mówi Maja.
W pełni ich rozumiem, bo dla mnie praca w domu jest świetna, ale są problemy z motywacją. W dodatku praca w domu to nie praca i mogłeś ugotować zupę skoro i tak cały dzień siedzisz w domu
. Znacie to? Samo to, że przyjdziesz do biura, nawet jeśli nikt Cię nie słucha, to jakaś odmiana. No i w domu nie da się pracować kiedy są dzieci
- słyszę kilkukrotnie.
Błąd siódmy: nie trzeba wiązać się na lata
Umowy są bardzo elastyczne: w Biurcu nie trzeba rejestrować firmy (chociaż można), ani podpisywać umów na kolejne siedem pokoleń. Tam przychodzi się przez jakiś czas pracować. Przez jakiś czas posiedziałem sobie z pracownikami (dostałem darmowy dostęp do biurka jak będę w Warszawie;) i faktycznie widać było, że ludzie pracują.
Jeśli więc jesteście z Warszawy i znudziła was praca w domu, możecie sprawdzić to sami, przychodząc na darmowe co-wtorki
(świetna nazwa, prawda?), czyli drzwi otwarte odbywające się w każdy ostatni wtorek miesiąca (obowiązują rezerwacje miejsc). Będziecie mogli przetestować czy taki system pracy wam odpowiada. Albo za darmo napić się kawy z interesującymi ludźmi ;).
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.
Podwójne paluszki?
Wiesz co? Brakowało mi takiej notki. Dokładnie takiej. Szkoda tylko, że dziś jest wtorek, a ja jeszcze musze na uczelnię jechać.. Gdybyś to opublikował wczoraj, albo jeszcze lepiej - w piątek ;)
@Barry: no, takie domyślnie posklejane w pary słone paluszki...
@mt3o: spokojnie, nie ucieknie. Zawsze możesz sobie wydrukować i poczytać w tramwaju, bo to jednak długi tekst.
Przeczytałem przed skomentowaniem.
Brakuje mi własnie takiego miejsca do coworkingu, do którego mógłbym przyjść z laptopem i w którym bym mógł popracować, czy w którym mógłbym spotkać się z zespołem i podyskutować. Gógiel mnie naprowadzał na takie miejsca, ale poza Warszawą...
Stąd - Twoja notka jest dla mnie przydatna. Tylko spóźniona o 24h ;)
Ja siedziałem w cichych zakątkach uczelni swego czasu. Mało komfortowe rozwiązanie, ale i tak lepsze, niż siedzenie w domu. Przydałoby się właśnie takie miejsce na pracę. Może i magisterkę szybciej bym napisał? :P
@mt3o: tak jak napisałem w punkcie trzecim, każdy pracuje sam. To nie tak, że przyjdzie kilkuosobowy zespół i będzie sobie o czymś dyskutował.
Możesz co najwyżej wynająć do tego małe salki na 1-5 (tak mniej więcej) osób na godziny.
@Zal: miejsce do pracy dla studentów, ze studenckimi cenami też byłoby fajnym pomysłem.
Fajny artykuł, szczera prawda, zaraz kończę malować szafkę, a dopiero 17-tej wychodzę z pracy (czyt. odchodzę od biurka ;))
Mam pytanie czy jest coś takiego w Gdańsku?
Byłem w tym opisywanym budynku - zaprosił nas tam kamerzysta, na spotkanie odnosnie filmowania na ślubie.
Całkiem przyjemnie - chociaż trochę odstrasza przy wejściu, no i ta skrzypiąca podłoga :) Ale wszystko wynagrodziła kawa i pyszne ciacha za free :)
@Grzywa: w Google na "coworking gdańsk" wyskakuje http://www.antwork.pl/
@Marcin_O: mnie ciastkami nie poczęstowali... ;(
Ładne wypunktowania. Tak "po konkretach" :)
Jak się wczytać w treść to tak na moje oko trochę mało tego "co-" z coworkingu odnajduję. A przecież jest! Ludzie często rozmawiają o swoich projektach, ktoś coś komuś podpowie, naprowadzi, zainspiruje, pomoże rozwiązać doraźny problem, nierzadko dochodzi do wzajemnych zleceń. Choć pewnie ciężko było to zauważyć przez kilka godzin bo dominuje atmosfera indywidualnej pracy - "współpraca" to zjawisko absolutnie spontanicznie i niewymuszone, nierzadko przy przyniesionych przez kogoś pączkach czy marchewkach "marvitkach". No i mamy przecież biurcowe openbary - tam jest duuużo "co-". Kwestia klimatu :)
@Grzywa: właśnie AntWork - w kwestii wnętrz nie tak klimatycznie, bardziej korpo - ale mimo to polecam.
Podobne biura znajdziecie też w Poznaniu, Krakowie czy Katowicach. Nawet w Toruniu!
cóż, bywa, deficyt ciastkowy się trafił akurat
@zal: biurco komercyjne wprawdzie ale i niekomercyjne projekty ma:) dwie dziewczyny znalazły miejsce na pisanie swych prac: jedna doktoranckiej, druga magisterskiej (po węgiersku!)
Brzmi nieźle. Gdański AntWork znajduje się zaledwie 30 minut drogi na piechotę ode mnie i niemal obok uczelni. Te 350 złotych netto miesięcznie za własne miejsce to tak po prawdzie niewiele, gdy zarabia się kilkunastokrotnie więcej lub chce się mieć spokój w zakresie pracy niezarobkowej.
Ja już w domu nie wytrzymuję, a siedzenie na uczelni też ma swoje wady. Szczególnie, jak pokój doktorantów jest posiada 4 biurka i kilka metrów kwadratowych, a doktorantów jest ponad 6 :>
Ciekawe uwagi w temacie, który raczej mało znany jest. Ja akurat nie mam problemu z pracą w domu, poziom motywacji wewnętrznej wysoki więc daję radę. Ale sam się też zastanawiałem nad pomysłem co-workingu, bo we Wrocławiu też coś takiego istnieje. Tylko jak próbowałem to miejsce znaleźć to okazało się, że nie dałem rady :(
Ale miło, że rozwiałeś niektóre mity dot. co-workingu i jak będę w Wawie we wtorek to spróbuję się załapać na co-wtorek :)
@Wojtek: mam nadzieję, że następnym razem będą ciastka:). Zawsze można mnie przekupić w ten sposób i dostać lepszy tekst;).
@Mirek: we Wrocławiu jest Cocobar. Chcecie, żebym go odwiedził? :)
W wersji dla ubogich/studentów można się wybrać do publicznej biblioteki. Jest dostęp do biurka, krzesła, prądu i internetu. Za kawę niestety trzeba zapłacić, a o ciastkach nie pomyśleli. No i nie ma sali konferencyjnej...
Korci mnie żeby o tym notkę skrobnąć
mt3o skrobnij, bo mam wyobrażenie jakoby pani bibliotekarka z miotłą goniła tych, co przyszli posiedzieć nad czym innym niż dostępne księgozbiory, nie daj borze hałasować klawiaturą a już co najgorsze, kraść jakże cenne publiczne amperogodziny. :)
@Marcin, możesz odwiedzić, też może być ciekawe :)
Nie dam. (NMSP)
@Bór Komorowski: wymiękłem.
Oj bo boru nie widzieli i Bora musieli wskrzesić, no jak pragnę zdrowia… (also LOL)
800 zł netto za wynajęcie biura, w którym można siedzieć i pracować wśród 10-30 osób walących w klawiatury?
Za taką samą kwotę, można w mieście wojewódzkim (nie Warszawie) wynająć lokal o powierzchni 20 m^2 z dedykowanym WC :)
To jakieś jaja? :)
Szczerze mówiąc, za dodatkowe 800 zł miesięcznie, to ja mogę sobie wynająć w Warszawie mieszkanie z dodatkowym pokojem, gdzie będę miał ciszę i spokój... :)
Dziwactwo.
@Michał, po pierwsze jak zauważyłeś - nie w Wawie,
po drugie 800 to opłata za wydzielone mikrobiuro, w "openie" to jest max 500 jeśli chcesz być codziennie lub mniej jeśli rzadziej,
po trzecie wreszcie - tak, zapewne jak dopłacisz 800 do wynajmowanego mieszkania to i dodatkowy pokój mieć będziesz, ALE wzrośnie kaucja za mieszkanie, musisz ten pokój sobie wyposażyć a i tak będziesz w nim siedział sam. Miesiąc w miesiąc. W coworkingu obok zaplecza biurowego chodzi również o to abyś sam właśnie nie siedział...
@Michał: no właśnie, tak jak Wojtek zauważył, ceny za wynajęcie biurka w firmie coworkingowej nie można porównać do wynajęcia pokoju. Coworking jest dla osób, którym właśnie taki wydzielony pokój przeszkadza w pracy, bo (z definicji) jest wydzielony i nie pozwala patrzeć jak inni pracują.
To inna usługa. Tak jakbyś porównywał cenę Passata i traktora i narzekał, że traktor jest taki drogi i to dziwactwo, bo przecież możesz mieć wygodniejszego Passata. Co z tego, że nie będziesz mógł pracować?
Jeżeli chodzi o Gdańsk, to jeżeli ktoś jest mobilny lub/i mieszka w południowych dzielnicach i nie chce się przebijać przez korki, to zapraszam do Straszyna.
Nie jest to "standardowy" co-working - nie ma konieczności opróżniania biurka pomiędzy wizytami, a i cena jest nieco niższa niż w antwork'u ;-)