5 sekretów, których nie zdradzam nieznajomym

Nawet jeśli nie masz paranoi na punkcie prywatności, musisz poznać mało znane funkcje serwisów społecznościowych, które zdradzają twoje dane. I najważniejszą zasadę Internetu.
Źródło: Marcin Kosedowski, 5 sekretów, których nie zdradzam nieznajomym (OSblog.pl), foto: Valeria C★Preisler (CC). Tekst na licencji (CC)
Na wstępie zaznaczę, że ONI mnie nie śledzą. Amerykańskie satelity nie zaglądają mi przez okno, żeby zobaczyć jaką gazetę czytam. Nie zmieniam co miesiąc numeru telefonu. Uważam, że karty kredytowe to jeden z fajniejszych wynalazków XX wieku. Jest jednak kilka powszechnie używanych usług, które po prostu chcą wiedzieć więcej niż potrzebują do poprawnego działania. Mało tego! Chcą to jeszcze opublikować w sieci.
Reklama Leki na mięśnie, stawy, kości kupuję zawsze w aptece internetowej apteka-zielona.pl
Gdzie jestem
W każdym filmie akcji głównego bohatera śledzi grupa agentów. To strasznie głupie. Moduł GPS wbudowany w jego komórkę jest równie dokładny, a w dodatku tańszy. Rozumiem, że aplikacja treningowa do biegania chce skorzystać z GPS-u. Jest on równie przydatny kiedy używam Google Maps. Ale dlaczego te aplikacje chcą od razu wysyłać pobraną lokalizację do Internetu? I po co wbudowanemu w telefon aparatowi informacje o tym, gdzie jestem?
Jeśli aparat uzyska dostęp do GPS-a, doda położenie do zdjęcia. Możesz je odczytać np. przy pomocy tego serwisu, który od razu naniesie lokalizację na mapę. A skoro serwis to potrafi, to pan Zuckerberg też. Nawet, jeśli jeszcze nie wykorzystuje danych geolokalizacyjnych, to mogę się założyć, że je zapisuje. Żeby jakaś przypadkowa aplikacja nie zaczęła krzyczeć na cały świat gdzie akurat jesteś, przyjrzyj się uprawnieniom dostępu do modułów twojego telefonu.
Uwaga! Nawet jeśli nie masz GPS-a, telefon może ustalić położenie za pomocą tzw. triangulacji, czyli szacowania odległości do najbliższych stacji bazowych i obliczenia punktów przecięcia okręgów wyznaczonych na podstawie tych odległości. Dokładność to od kilkudziesięciu do kilkuset metrów.
Reklama Jak inwestować pieniądze? Przekonaj się jak inwestować z zyskiem!
Czy jestem w domu
Status w komunikatorze albo Twitterze wyjeżdżam z dziećmi na weekend (tylko kom.)!
można przetłumaczyć na złodzieju, mój dom jest pusty!
. Serwisy społecznościowe, takie jak foursquare pokazują jak daleko od domu jesteś. Gdybym chciał się włamać do czyjegoś domu, najpierw zostałbym jego znajomym na Facebooku, a później czekał, aż napisze, że wyjeżdża na wakacje.
Parę dni temu FB uruchomił usługę Places, która pozwala zaznaczyć, gdzie akurat jesteśmy. Na razie działa to tylko dla posiadaczy iPhone'ów z USA, ale… mogą oni oznaczyć gdzie znajduje się ich znajomy! Jeśli nie chcemy być oznaczani, możemy to zablokować w ustawieniach prywatności w rubryce Znajomi mogą meldować mnie w Miejscach
. Dla wprowadzenia odrobiny zamieszania można też czasem podać jakąś fałszywą informację;).
Warto przyjrzeć się innym serwisom, jak np. niepozorny Last.fm. Domyślnie pokazuje on czego aktualnie słuchamy i przy pomocy jakiego odtwarzacza. Jeśli to jakiś stacjonarny odtwarzacz typu WinAmp, można spodziewać się, że słuchający jest w domu, więc z włamaniem musimy trochę poczekać Informowanie o aktualnie słuchanych utworach wyłączamy wybierając opcję Ustaw jako prywatne
w ustawieniach przy liście ostatnio odsłuchiwanych utworów. Cały czas będą tworzone statystyki. Warto przejrzeć również inne serwisy z których korzystasz.

Kogo kocham, kogo lubię…
Lista znajomych to w zasadzie książka kontaktowa z programu pocztowego. Nie ujawniasz jej w przypadkowych serwisach, prawda? Tym bardziej dziwi mnie, że serwisom społecznościowym udało się przekonać miliony (miliard?) internautów, że rozdawanie swoich kontaktów na prawo i lewo jest całkowicie normalne.
Zestawienie produktów lubianych przez twoich znajomych z listą kontaktów pozwala reklamować dopasowane produkty. Facebook wykorzystuje to w swoim OpenGraph, a za jego śladem zaraz pójdą następni (chociażby Nasza-klasa ze swoim nowym regulaminem). Żeby przypadkowi spamerzy, marketingowcy albo naukowcy nie mieli za łatwo, ukrywam listę znajomych. W Facebooku robi się to w totalnie idiotyczny sposób: trzeba przejść do profilu, kliknąć na ikonkę ołówka przy liście znajomych, wybrać Zmień ustawienia widoczności
i zmienić Wyświetlanie mojej listy znajomych
na Ustawienia niestandardowe edytuj
- Niech będzie widoczne dla: Te osoby: Tylko ja
. W NK nie da się ukryć listy, więc nie mam tam znajomych;).
Wy nie wiecie, że ja wiem, że wy wiecie
Cyberstalking to nękanie ludzi za pośrednictwem Internetu: umieszczanie w ich imieniu anonsów w serwisach dla panów lubiących innych panów albo ogłoszeń typu oddam za darmo nową lodówkę
, pisanie nieprawdziwych informacji itp. W sieci każdy może napisać, że handlujesz koką przy pobliskim gimnazjum. Zaraz znajdzie się ktoś znajomy, kto to przeczyta. Może nie uwierzy do końca, ale stwierdzi, że coś musi być na rzeczy, bo przecież tak było w Internecie.
Jak się obronić? Dowiedzieć się o stronie przed szefem, żoną i sąsiadką i samemu opowiedzieć im o stronie. W moim przypadku podziałało.
Jak się dowiedzieć, co piszą o nas w sieci? Ja korzystam z dwóch narzędzi: Google Alerts do wyszukiwania nowych zaindeksowanych przez Google stron zawierających takie frazy jak "Marcin Kosedowski" i FairShare do monitorowania kto kopiuje moją treść. Co jakiś czas sprawdzam też TOP20 wyników w Google. Przy tym ostatnim warto skorzystać z trybu porno w przeglądarce. W przeciwnym razie wyniki będą dość mocno zmodyfikowane. Przypominam, że Google personalizuje wyniki również dla osób nieposiadających konta Google.

Wszystkie osoby uważające się za tak sprytne, że potrafią wpisać czyjeś nazwisko w Google mogą ponadto zostać zmanipulowane, jeśli zadbamy o zwracane wyniki. Porada: dobrze pozycjonują się konta w dużych serwisach, więc wystarczy założyć ich około dziesięciu, żeby ukryć niechciane informacje.
Prawdziwe sekrety
Nawet jeśli piszesz tylko dla znajomych, to czy na pewno znasz ich wszystkich? Dowiedz się tutaj, jak prosto zostać czyimś znajomym.
Uwaga! Oto najważniejsza zasada Internetu: to co napiszesz wyda się i zostanie w sieci już na zawsze. Przed umieszczeniem każdego wpisu na blogu, komentarza, zdjęcia czy wpisu na Facebooku zastanawiam się, czy ta informacja może stać się jawna.
Tak, wiem, że przed chwilą pisałem o politykach prywatności i ustawieniach dostępu, ale to bzdury. Co z tego, że Google obiecuje, że nie ujawni moich dokumentów, skoro chiński cyberprzestępca może ukraść te informacje z ich serwera i zrobić z nimi co chce? Zawsze może się też zdarzyć, że serwis zmieni politykę prywatności i – nawet przez przypadek – ujawni listę znajomych z którymi często korespondujesz (Google przy wprowadzaniu Buzza) albo zdjęcia (Facebook bez okazji). No, przyznajcie się, kto z was zauważył, że w ustawieniach Facebooka po wprowadzeniu Places pojawiły się nowe opcje?:)
Zasada jest więc prosta: nawet jeśli ustawiłeś najlepsze zabezpieczenia, to i tak nie umieszczaj w Internecie danych, których nie powinni poznać twoja żona i szef. Po prostu załóż, że prywatność nie istnieje. Kiedy w końcu coś nieoczekiwanie ujrzy światło dzienne, nie będziesz musiał świecić oczami przed kochanką, która dowie się, że jednak masz córkę.
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.
To trochę paranoiczne.
http://pleaserobme.com/ :)
"jednam kasz córkę."
"jeśli masz kochankę i potrafisz to ukryć przed żoną, to masz talent" ... poza tym skoro idioci umieszczają w internecie co popadnie, to dlaczego się nimi przejmować? Robią to z pełną (nie)świadomością.
pim, trochę? ;)
"Robią to z pełną (nie)świadomością" - jaaaaasne
Mnie dzisiaj rozwaliło jedno. Fanatyk (Paweł Lipiec) np. na Twitterze podaje dokładny adres aktualnego pobytu w danym momencie...
Ale to się dzieje bardzo często. Rozbraja mnie, jak ktoś pisze, że jest na dworcu :)
W sieciach komórkowych są (były?) dostępne usługi zwane w idiotyczny sposób "gDziecko" (Orange/Judea) czy "Radar" (Era). W przypadku Ery testowałem, działało perfekcyjnie wręcz. Wysyłało mi MMS-a z mapką i naniesionym znacznikiem, dokładność była przerażająca wręcz - kilkanaście metrów.
Wiele racji, jak już coś raz w sieci wyląduje trudno to wymazać :)
Co do świadomości tego co się w necie udostępnia, myślę że wiele osób jest tego świadome, inne natomiast wcale nie są.
Pierwszy lepszy przykład, celebryci z Blipa, czytając statusy można się wiele dowiedzieć o tych osobach, gdzie pracują, jak bardzo są zamożna, (ktoś kto kupuje za każdym razem nowego ajfona czy innego ajpada musi mieć kasę). Z drugiej strony to wielokrotnie ludzie mediów, pracujący w i z Internetem, nie chce mi się wierzyć, że publikując takie informacje nie są tego świadomi. Bo jeżeli nie są, to ktoś tu dobrze potrafi się ustawić w pracy :)
Inna sprawa to osoby zielone, starsi użytkownicy NK, naiwni, wierni, podatni na wpływy. Tu faktycznie może być problem, choćby przykład opisywany jakiś czas temu w Wyborczej i u Bobiko (dziewczyna mając normalne foty na NK, nieco się zdziwiła gdy powstał portal nasze lasie i pośród solariowych małolat zobaczyła swoje foto - nie była świadoma tego, że ktoś automatem może te jej foty z NK zebrać i udostępnić w innym miejscu.).
Co do prywatności i serwisów społecznościowych, może faktycznie nie najmądrzejsze jest "czekowanie" się na dworcach czy innych miejscach pokazując jednocześnie że nie jest sił w domu. Ale i bez tego potencjalny złodziej może założyć, że o 11 to raczej lokatorzy są w pracy. Fakt wzbogacony o zdjęcia z Blipa czy FB z nowinkami technologicznymi, może być bardziej zmotywowany.
Tyko to wszystko trochę zabija ducha serwisu społecznościowego, no bo na co mi być w serwisie społecznościowym skoro wszelką swoja aktywność ukrywam, przed innymi, albo pokazuję tylko znajomym. Zaś jeżeli każdy z moich znajomych postanowi zablokować info o ulubionych filmach (na filmwebie chyba jest taki mechanizm) to na cholerkę taka funkcjonalność. Zresztą nasi znajomi to nie tylko znajomi, to fan pejdże, to opacznie założone strony poparcia "w..alaj zimo" itp więc nawet jak ograniczymy naszą wiadomość do "znajomych" to i tak nie do końca wiemy komu ją udostępniamy mając na liście właśnie jakieś konta "coś popierające".
Mnie się wiele razy zdarzyło, że czyjś status był widoczny, nie mogłem go skomentować, wziąć udział w dyskusji bo ktoś postawił zbyt restrykcyjne ustawienia. Poglądy moich bliskich znajomych znam, nie muszę o nich dyskutować, bo przy statusie o basenie wiem co napisze Dorota, co napisze Adam czy inny Kazimierz, ciekawią mnie opinie innych ludzi, szerszego grona i to chyba ta funkcja społecznościowa. A jak się wszyscy po blokują, to ani dyskusji, ani społeczności, "... niczego nie będzie ..." :)
Marcinie, może pomysł na kolejny wpis, jak ustawić FB, by jednak nie tracić wiele z bycia w społeczności?
A może wystarczy tylko mail, nawet mail ma funkcje społecznościowe i może prowadzić do wycieku vide wrzucanie adresów w DW lub DO zamiast w UDW
@zammer: jeśli faktycznie wykorzystuje się to do sprawdzania w sytuacjach awaryjnych gdzie jest dziecko, to chyba jest OK. Gorzej, jak ktoś przez cały dzień patrzy, czy dziecko przypadkiem nie zeszło z drogi ze szkoły do sklepu. Bo rozumiem, że dziecko może być obserwowane przez zdefiniowane osoby, tak? Czy może to gdzieś publikuje dane?
@Piotr: wiesz, ja też korzystam z serwisów społecznościowych, ale część informacji, które chciałyby uzyskać jest totalnie z dupy. No chociażby to czego aktualnie słucham w Last.fm. Tam jest coś podobnego jak w FilmWebie z ulubioną muzyką, porównaniem z innymi użytkownikami itp. To wszystko działa równie dobrze, jeśli opiera się na danych statystycznych. Nie trzeba podawać szczegółów.
A "fanpejdże" tworzone na zwykłych kontach na FB powinny być z miejsca banowane. Po to są normalne strony, żeby ograniczyć udostępniane dane.
W ustawieniach FB warto zwrócić uwagę nie tylko na widoczność wpisów, ale też możliwość komentowania i udostępniania. Nieraz widziałem statusy obcych osób skomentowane przez kogoś znajomego, ale z zablokowanym komentarzem. Podejrzewam, że taka osoba chciała pisać tylko dla znajomych, a tu taka niespodzianka:).
Sprawa jest prosta - jeśli gdzieś podpisuję się imieniem i nazwiskiem (Facebook, czy NK kiedyś) to piszę tylko tak, żeby nie przysporzyć sobie kłopotów, czy nie narazić się na śmieszność w realu.
A od dyskusji o poliyce, czy zdrowiu mam nicka, którego nie da się skojarzyć z moimi danymi osobowymi (da się, ale nie każdy ma takie uprawnienia). Nie wszyscy przecież muszą wiedzieć o mnie wszystko.
Marcin: w Erze było to tak zrobione, że wysyłało się SMS-a na nr 7xxx (za 50 gr czy 1 zł netto, nie pamiętam), a osoba "namierzana" dostawała informację o tym, że dany numer telefonu właśnie ją namierzał. Przy czym:
Mając jednak dostęp do telefonu "ofiary" dało się w kilka chwil skonfigurować (za pomocą poleceń wysyłanych SMS-em) usługę tak, że nie dostawała ona informacji o byciu namierzanym. Potencjalnie niebezpieczne dla małżonków posądzających się o zdradę ;) Informacje nie były publikowane, dostawało się SMS-a z informacją lub MMS-a z mapką. Oczywiście świetnie to działało w miejscach, gdzie zagęszczenie nadajników jest duże, gorzej na jakimś "wygwizdowie" ;)
Czy nadal to funkcjonuje, nie wiem - raz, że pożegnałem się już z tą siecią, a dwa, że wprowadzili to prawie 5 lat temu i nie wiem czy nadal funkcjonuje.
Zaś co do prywatności i "sekretów", to człowiek uczy się z czasem. Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że różni kretyni (idioci, debile, etc. - ale nie ze względu na niedorozwój umysłowy, ale społeczny) próbowali mi z lepszym bądź gorszym skutkiem wywinąć złośliwe numery. Raz udało się paru osobom ściągnąć mi policję do domu (na szczęście z niegroźną w skutkach wizytą) i na własnej skórze się przekonałem, że mimo prób "utajnienia się" w sieci, już nigdy nie będę bezimiennym nickiem. Swoją drogą, momentami nick zaczyna zastępować mi nazwisko... ;)
dalej działa jako Gdzie Jest Dziecko https://gdziejestdziecko.pl/era/public/sc01-index.jsf
Dziwne to Gdzie Jest Dziecko. Gdyby połączyć to z filtrem SMS-ów na telefonie ofiary, to faktycznie w kilka chwil można zacząć śledzić pracownika albo - tak jak piszesz - małżonka.
"już nigdy nie będę bezimiennym nickiem" - dobrze powiedziane!