Prywatność w Internecie? Już była

Prywatności w sieci nie ma. A poza nią? Za parę lat nie będzie czegoś takiego jak poza nią
, więc nie będzie też prywatności. Proste.
Marcin Kosedowski, foto: colodio (CC)
Dawno, dawno temu Internet był anonimowy. Nikt nie dostosowywał reklam do oglądanych treści (bo nie było nawet reklam). Nikt nie rozpoznawał internauty po używanych fontach i wersji Flasha. Co prawda z Internetu korzystały wtedy ze dwa tuziny naukowców i czterech generałów, więc po samym nicku można było domyślić się, że Sir Kowal
to doktor inżynier Kowalski z gabinetu obok.
Reklama Leki na serce i układ krążenia kupuję zawsze w aptece internetowej apteka-zielona.pl
Pamiętam, jak w liceum graliśmy w sieciówkę polegającą na sterowaniu trójkątami, które strzelały do innych trójkątów. W pewnym momencie do gry dołączył Danio
, który nie mógł być nikim innym jak prowadzącym zajęcia i jednocześnie autorem gry. Nick wskazywał jednoznacznie, że to Groźny Admin! O, nie!
Kiedy wszyscy myśleli, że sytuacja jest już przegrana, okazało się, że to jeden z kolegów robi sobie żarty i zmienia swoją tożsamość. Nauczyciel pewnie grał pod nickiem agnieszka12
. Ten sposób na rozpoznanie internauty nie był najlepszy… Podejrzewam jednak, że tak musiała wyglądać atmosfera i takie same żarty robiono na amerykańskich uczelniach technicznych pół wieku temu.
Prywatność według Google’a
Teraz mamy Google, Facebooka i pół miliarda agencji interaktywnych, których wysłannicy zaglądają ci przez wirtualne ramię. Chcą wiedzieć co czytasz i jakich wakacji szukasz. Wczoraj Grzegorz z Antywebu skarżył się, że po całej sieci krążą za nim te same reklamy biur podróży. Skąd reklamodawcy wiedzą, że się tam wybiera?
Napisałem udostępnia
, a nie daje
statystyki. Wbrew pozorom nie są one darmowe. Walutą jest po prostu informacja, a nie złotówka. Dowiedz się więcej na temat informacji jako waluty.
Google udostępnia właścicielom stron bardzo użyteczny skrypt pokazujący statystyki odwiedzin witryny. Jednocześnie zachowuje sobie te dane i zestawia je z informacjami z tysięcy innych serwisów. Dzięki temu wie, że Grzegorz odwiedzał strony o wakacjach w Grecji. A zgadnijcie w jaki sposób znalazł te strony?
Reklama Gdzie lokata? Przekonaj się jak inwestować z zyskiem!
To sprytne, prawda?
Cała magia dzieje się, kiedy do akcji wkraczają reklamodawcy. Google wykupuje od tysięcy małych stron miejsce na reklamy (co ciekawe, płaci im w dolarach, a nie danymi, co jasno pokazuje która waluta jest bardziej wartościowa). Umieszcza tam grafiki i ogłoszenia swoich partnerów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że reklamy są dopasowane do konkretnego internauty! Jakiś facet w modnym garniturze musiał kiedyś zrobić prezentację w PowerPointcie, która pokazała, że dopasowane reklamy są skuteczniejsze i się potoczyło. Gdyby nie on, do dziś dostawalibyśmy jakieś losowe bannery, których skuteczność wynosi zero.
Zadbamy o twoją prywatność
Jako że niektórzy nie czują się komfortowo kiedy reklamy latają za nimi po całej sieci, do przegladąrek dodano tzw. tryb porno, w którym prywatne dane nie są zbierane. Przynajmniej przez niezbyt cwaniakujące firmy. Nazwa tryb porno
jest nieprzypadkowa, bo oznacza, że możesz oglądać strony z gołymi panienkami, a następnego dnia w pracy nie wyskoczy ci reklama pejczy i kajdanek z futerkiem.
Czy sieciowi giganci nie chcą już zarabiać na spersonalizowanych reklamach? Wręcz przeciwnie. Pokazują, że dbają o zachowanie prywatności, ale w rzeczywistości i tak nikt nie korzysta z trybu anonimowego, bo to niewygodne. Strony nie są zapamiętywane, więc po wpisaniu o
w pasku adresu przeglądarka nie uzupełni tego automatycznie do onet.pl
. To tylko zagrywka PR-owa.
Chcemy wiedzieć gdzie jesz!
Zbieranie danych o użytkownikach idzie znacznie dalej! Jakiś Kanadyjczyk wpakował do mojego telefonu odbiornik GPS. Telefon bardzo chciałby dodać dane o lokalizacji w której robiłem zdjęcie i zapisać je we właściwościach pliku. Kiedy wyślę taką focię na Fejsunia, pan Zuckerberg będzie już wiedział przed lustrem jakiej restauracji zrobiłem zdjęcie. Wcale nie przesadzam! Dokładność GPS-a w budynku to jakieś 2-3 metry, a Google Maps może automatycznie dodać zdjęcie dachu budynku w którym przebywm. I nie, nie wkleję zrzutu ekranu, bo widać na nim w którym pokoju siedzę.
Równie dobrze jakiś facet z Facebooka może zadzwonić do właściciela restauracji i powiedzieć, że wprost przepadam za mrożoną latte i chętnie za nią zapłacę. Po tej informacji kelner będzie mógł podejść i zaproponować mi to co lubię, a nie jakieś wstrętne flaki.
Tak samo będzie kiedy wyślesz żonie e-maila ze swoim zdjęciem w przymierzanej koszuli. Jako że korzystasz z Gmaila, pan Google szybko skontaktuje się z panią Wólczanką i powie jej, że ostatnio szukałeś w sieci spinek do mankietów. Z pewnością zaprezentuje jakąś fantastyczną promocję specjalnie dla fanów firmy na Facebooku.
Taka lekka paranoja
W czasie urlopu czułem się doskonale, kiedy uświadomiłem sobie, że nikogo nie interesuje jaką prasę czytam, ulotki jakich barów wyrzucam do kosza i gdzie jestem. Przez moment zacząłem się nawet zastanawiać czy nie trzeba nigdzie zgłaszać, że przebywam poza miejscem zamieszkania.
Na szczęście już (jeszcze?) nie trzeba:).
Tak, mam w kieszeni GPS, ale korzystam tylko z odbiornika, a zdjęć nie geotaguję. A niech tylko któraś aplikacja spróbuje bez pytania przesłać informacje o przebytej trasie! Zaraz ją usunę, razem z kontem w serwisie.
To doskonale pokazuje, dlaczego Internet jest bardziej lubiany przez reklamodawców niż prasa albo radio. Właścicieli radia nie da się tak łatwo śledzić, co oznacza, że nie uda się przedstawić klientowi ładnych wykresów podczas prezentacji.
Ale zaraz, o czym to ja miałem pisać? O prywatności? No bez żartów
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.
lrn2iphone tam można każdej aplikacji osobno określić czy ma z GPSa korzystać czy nie, bo akurat w przypadku map GPS się przydaje ;)
Nie, no jasne, że do map się przydaje. Chyba w każdym telefonie można to ustawić. Blokuję dostęp aparatowi i możliwość wysyłania danych na stronę aplikacji do śledzenia trasy podczas biegania.
Więcej nie znalazłem, a poza tym wpis bardzo fajny ;). Podoba mi się bardziej „marketingowe” podejście do pisania. Dobry tytuł, ładnie wkomponowane linki do starszych artykułów, fajnie się czyta.
"Dokładność GPS-a w budynku to jakieś 2-3 metry", RLY?
Sprzedasz mi swój odbiornik GPS? Chodzi o ten, o którym pisze ererer.
Ostatnio pewna urzędniczka ZUS'u przekonywała mnie, że jest obowiązek meldowania pracodawcy miejsca pobytu w trakcie urlopu lub zwolnienia!
Przejrzałem kodeks pracy i nic na ten temat nie znalazłem ... ale co ja tam wiem ... w ZUSie wiedzą lepiej ;-)
ja korzystam z anonimowego
Twój styl pisania jest po prostu świetny, aż chce się czytać i czyta się do końca ;). Ten blog powinien być bardziej popularny, jak dla mnie bardziej na to zasługuje niż antyweb, choć tam da się zauważyć bardziej newsowy rodzaj treści więc to trochę inna kategoria.
@Dandys: BlackBerry Bold 9700. Nie sprzedam;)
@egzemplarz: dzięki. Tak myślałem, że pojawią się literówki, bo nie miałem OpenOffice'a, tylko Google Docs. Poprawione.
@Satanowski: dobrze, że nie kazała się zameldować sąsiadce z trzeciego piętra;).
@Inhabitant: dzięki. Zdecydowanie łatwiej pisze się i promuje teksty newsowe, więc nie ma się co dziwić, że takie blogi są bardziej popularne.
Marcin Kosedowski: Musiałeś za to kupę kasy dać, bo jak żyję, tak nie widziałem czegokolwiek z odbiornikiem GPS, który by w budynku wskazywał pozycję z dokładnością do tych 2-3 m. Ba! O taką dokładność ciężko jest też poza budynkami.
Mówisz? To jedyny GPS z jakiego korzystam i myślałem, że to normalne:). A jak masz nawigację w samochodzie, to chyba też ma podobną dokładność. Nawigacja dosyć szybko orientuje się, że np. skręciłeś nie tam gdzie trzeba.
To się odbywa na trochę innej zasadzie, bo po pierwsze aplikacje nawigacyjne "przyciągają" bieżącą pozycję do najbliższej drogi, a po drugie - "szacują" pozycję na podstawie prędkości, itp. Widać to zwłaszcza, gdy wjedzie się powoli w obudowaną wysokimi budynkami uliczkę. Druga sprawa - ściany bardzo skutecznie tłumią sugnał GPS, więc z tym 2-3 metrami w budynku się mocno mylisz.
Widziałem w akcji tyko MapaMap Easy i on nie przyciąga. Objazd po tymczasowym asfalcie, o szerokość jezdni obok jezdni właściwej, i już strzałka była poza drogą. Oczywiście, trasa była zaliczana jakbyśmy jechali te 4-5 metrów obok, tam, gdzie była i będzie szosa.
@Dandys: Sprawdzałem już kilka razy tego GPS-a i działa naprawdę dokładnie. Nawet teraz pokazuje poprawnie, tylko trzeba chwilę poczekać. Po włączeniu Google Maps najpierw jest lokalizacja w promieniu 2300 metrów (pokazuje lokalizację pobliskiego BTS-a), później (po ok. 30s) 900 metrów, chociaż już trafiło w blok w którym się znajduję (nie w okolicy BTS-a, ale stawiam, że korzysta z triangulacji), po kilku minutach, kiedy włączył się GPS, Google Maps waha się, czy jestem na swoim tarasie czy w kuchni. Jestem między nimi, ale obydwa punkty są nie dalej niż 4 metry ode mnie.
Z ciekawości włączyłem jeszcze WiFi. Przy samym tarasie stoi router, a Google podobno zapisuje lokalizacje sieci bezprzewodowych, ale nic to nie zmieniło. Pewnie nie mają zaindeksowanych routerów u nas, bo mieszkam trochę na zadupiu i raczej samochód Google tu nie wjechał;).
@Marsjanin: a to nie chodzi o to, że miałeś nieaktualną mapę? Skoro "trasa była zaliczana jakbyśmy jechali te 4-5 metrów obok, tam, gdzie była i będzie szosa" to właśnie na to wychodzi, że zlokalizował dobrze (strzałka poza zaznaczoną na mapie drogą), ale przyciągnął do tego co miał w mapie (zliczanie).
Mapa aktualna, na tyle, by póki jechaliśmy po drodze, strzałka była na drodze. Potem zamiast drogi była dziura, w niej ciężki sprzęt i tymczasowa droga 5 m obok. I strzałka (tj. nasza pozycja) zjechała na prawo w nawigacji. I o to chodzi, czyli o dokładność pozycjonowania. „Zaliczanie” trasy to już zupełnie co innego.
Niedługo wzorem Chin będziemy się logować do internetu swoimi danymi, wtedy skończą się przekręty
PROZAK, przekręty to się wtedy dopiero zaczną.
Im większa czułość odbiornika tym więcej śmieci zbiera z odbić.
I te fale około 12 centymetrów, zwłaszcza takie słabe, to jednak przez mury nie przechodzą za dobrze.
Niestety życie to nie film SF...
Do poprawnej pracy wystarczy sygnał z 3 satelitów, a znaczna część - tak jak moja Nokia niestety - szuka na siłę nie wiadomo ile i po co tych satelitów...
Artykul udowadnia, jak daleko od swiata mentalnie i merytorycznie jest autor. Targetowane reklamy sa duzo lepsze od przypadkowych (ani slowa o zaletach relewantnosci!), a cookie nie identyfikuje uzytkownika z imienia i nazwiska (jak Pan nie wierzysz, autorze, to przeczytaj Pan polityke prywatnosci firm, ktore tak tu obsmarowujesz za big bradera). Kolejne zmarnowane 5 minut i kolejny argument za omijaniem polskich stron traktujacych o Internecie. Prowincjonalny poziom.
Zgadzam się, że ochrona prywatności w sieci jest problemem. Ok. śledzenie jest denerwujące. Ale skoro tak bardzo krytykujesz reklamę w sieci, to dlaczego pozwalasz na jej emisję na swoim blogu. Czy to nie hipokryzja?
Chceto! Bez żartów. To jest po prostu wygodne. ;)
@Anonim: to teraz poświęć jeszcze 5 minut i przeczytaj tekst ze zrozumieniem.
@Wiola: w polityce prywatności wyraźnie napisałem, że możesz wyłączyć reklamę, jeśli Ci nie odpowiada.
Taki bajerek z FB o którym dowiedziałem się całkiem niedawno.
Jako że przyjechał kuzyn mieszkający na stałe w Czechach udostępniłem mu swój komputer. Jakie było moje zdziwienie gdy ten musiał udowadniać że to na pewno on się loguje na FB, a wszystko z racji tego że dotychczas logował się głównie z Pragi.