Urlop dla freelancera?
Marcin, jedź z nami na wyprawę na Arabikę! Przecież możesz sobie zrobić wolny sierpień.
Nie, nie mogę.
Jak powszechnie wiadomo, freelancer to osoba, która pracuje w swoim domku nad jeziorem, tak od 11 do 14, ze trzy dni w tygodniu. Zawsze może też wyjechać na wakacje, żeby pozwiedzać sobie jedyną odkrytą jaskinię głębszą niż 2 kilometry i wrócić gdzieś tak we wrześniu. Przecież freelancer bierze wolne kiedy chce. Właściwie to zawsze ma wolne.

Grafika: Alex Noriega
Niestety jest trochę inaczej. Jest jeszcze coś takiego jak klienci. To podstawa utrzymania każdego wolnego strzelca. Ich liczba nie jest nieograniczona.
Wyobraźcie sobie, że prowadzicie warzywniak. Nagle, w ciągu kilku dni, podejmujecie decyzję o zamknięciu go na kilka tygodni. Kiedy wrócicie, klienci znajdą już sobie nowego dostawcę warzyw. Jasne, są nowi, ale zasięg warzywniaka jest ograniczony mniej więcej do osiedla.
Pozyskanie nowych klientów jest dużo trudniejsze niż utrzymanie starych, którzy - nawet jeśli nie jesteś najtańszy/najlepszy - wiedzą już czego się po tobie spodziewać. Jeśli nagle znikniesz, będą musieli przez ciebie
poświęcić środki na znalezienie zastępstwa. To będzie twoja wina, więc przestaną cię lubić;).
Tak samo jest z bardziej abstrakcyjnymi niż ogórki produktami jakimi są strony internetowe albo artykuły. Dwumiesięczna, niezaplanowana przerwa jest równoznaczna ze stratą stałych klientów, a tacy - obok obowiązkowych oszczędności na jakieś trzy miesiące - są podstawą do spokojnej pracy. Ja nie zaryzykuję ich utraty.
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.
Teoretycznie można wyjechać na wakacje bez utraty klientów. Telefon komórkowy w przypadku wyjazdu za granicę można wyłączyć uruchamiając pocztę głosową z prośbą o kontakt mailowy lub na telefon stacjonarny. Telefon stacjonarny można uruchomić np. w skypie i odbierać przez Internet.
Można się więc zaszyć gdzieś na plaży jakiejś zielonej wyspy, pod warunkiem że na wyspie nie ma problemów z Internetem (zazwyczaj nie ma). ;-)
Tylko nie wiem, czy takie wakacje masz na myśli. Jeśli chodzi o całkowite zaprzestanie pracy to faktycznie trudno o to prowadząc firmę czy będąc freelancerem.
Wydaje mi się, że jeżeli jesteś naprawdę dobry w tym co robisz, to masz możliwość dobrania sobie klientów tak, by rozumieli Twoją potrzebę wyjechania na wakacje. Jeżeli któryś z moich klientów miał by z tym problem - nie żałowałbym jego utraty, bo po prostu nie chcę z kimś takim pracować.
@Anonim: dwa kilometry pod ziemią może być mały problem z Internetem:)
@woocash: jasne, tylko jakiej części freelancerów to dotyczy?
Z warzywniakiem chyba nie trafiłeś. Klienci zawsze się cieszą, że ich ulubiony warzywniak znowu jest czynny jak przed wakacjami. To nie supermarket, po zamknięciu którego ludzie pójdą gdzie indziej i nie zauważą różnicy. Bo osiedlowy warzywniak to nie jest tylko sklep.
Święta prawda! Też mam teraz problem z wyjazdem. Ewentualnie zostaje ta opcja z lapem i mobilnym Internetem. Na tydzień mi się pewnie uda ruszyć na "normalne" wakacje (przerwa między klientami), a potem może jeszcze z tydzień z urlopem połączonym ze zdalną pracą.
Ale zdecydowanie nie jest to takie słodkie życie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Największy zysk to to, że mogę z "biura" domowego wyskoczyć załatwić coś na mieście bez większego skrępowania.
I tak - i nie. Od 4 lat bez problemu jeździmy z żoną na urlopy (żona prowadzi jednoosobową firmę, więc wychodzi na to samo co freelancing). Z nami oczywiście jeździ laptop - ale jest to raczej zabezpieczenie na nagłe wypadki (np. klientowi serwis zaatakowały porno-reklamy więc we Władku na deptaku, w deszczu, łapaliśmy WiFi by naprawić).
Wystarczy klientów poinformować o planowanym urlopie odpowiednio wcześnie i ustawić autoresponder na poczcie z informacją oraz telefonem w razie pilnej potrzeby.
@BTM: wyjazd z laptopem to żaden problem. Tak to często robię. Mi chodzi o miesiąc albo dwa bycia całkowicie offline (na Kaukazie nie działają nawet telefony, a co dopiero Internet).
Oj nie, miesiąc albo dwa to nie. Ale wiesz - jak nie ma Cię miesiąc albo dwa w firmie to nawet to nie jest najfajniej widziane. U nas np. graficzka z "uzbieranego urlopu" + paru dni bezpłatnych pojechała na 3 miesiące do Australii ;-)
w warzywniaku mozna zatrudnic osobe na czas wyjazdu na zastepstwo, albo postawic kogos z rodziny. to normalna praktyka.
z mojego punktu widzenia podejmowanie naglych decyzji o wyjazdach jest troche nie na miejscu w stosunku do klientow. zaczynaja sie wakacje i kazdy kolejny telefon to pytanie kiedy robie sobie wolne i tez sie dowiaduje kiedy klienci maja wolne :)
Cóż, wychodzi na to, że freelancerzy mają przerypane. Kiedy iść na ośmiotysięcznik – na emeryturze, gdy dopadnie lumbago albo korzonki? Chyba kłaniają się podstawy asertywności. No bo co ważniejsze dla Ciebie to musisz sam zadecydować. Albo pracoholizm (lub zwykła bieda zaglądająca w oczy i mus pracy wobec niej), albo Życie Pełnią Życia. Pytanie na samym początku, czy praca jest narzędziem, czy celem.
Też o tym pisaliśmy :-) Poruszyliśmy temat jakby to zrobić, żeby w trakcie urlopu "nie tracić pieniędzy" :-) i jak by tu sobie zorganizować płatny urlop.
Jak dla mnie wyjazd z laptopem nie ma sensu. Urlop jest po to, żeby odpocząć od pracy, a nie zabrać ją ze sobą. Koniec końców i tak żałujesz, że w ogóle gdzieś pojechałeś. Mnie frustruje widok wypoczywających ludzi, kiedy sama klepię w klawisze, jeszcze bardziej niż w domu.
@Admina_Domina: wszedłem do Was, a tu tam nie nie ma tego, o czym piszesz:(
Szkoda, bo taka porada byłaby przydatna
Nie można sobie zrobić urlopu bo klient się zawiedzie że nie jesteś dostępny i znajdzie sobie kogoś innego?
Co to za wytłumaczenie?! A jak odezwie się do ciebie równocześnie 10 dobrych klientów to co? Wtedy i tak ktoś będzie musiał albo długo czekać, albo znaleźć sobie kogoś innego i tutaj nic się nie poradzi.
Kiedy nie jestem w stanie wykonać zlecenia bo po prostu nie będę miał czasu (obojętnie czy to urlop, czy coś innego), to działkę przekazuję innemu mniej doświadczonemu, ale zaufanemu freelancerowi (np. takiemu który pracował dla mnie wcześniej jako podwykonawca - dzięki czemu znam jego możliwości i wiem że sobie poradzi).
Z takiej współpracy wynika wiele korzyści - możesz mieć wolne, klient będzie zadowolony i go nie stracisz (bo to do ciebie się przyzwyczaił i ty masz większe doświadczenie), a co najważniejsze - dajesz np. biednemu studentowi szansę na normalny zarobek dzięki czemu nie psuje rynku sprzedając się za grosze...