like a geek

Lepiej nie mówmy nic

girl shadow gun

Mobilny Facebook dołączył zdjęcia Leszka i Zuzi do mojej listy kontaktów. Tyle, że nie pamiętam skąd mam ich numery, a nazwisk nawet nie znałem. Pełna inwigilacja.

Marcin Kosedowski, foto: Steve Wampler (CC)

Siedzę nad tekstem o tym, że w sieci jest mnóstwo informacji o naszym życiu. Każdy widzi gdzie pracujesz, gdzie byłeś na wakacjach i z kim poszedłeś na ostatnią imprezę. Fajnie gdyby to było wszystko.

Internetowy szpieg dowie się z jakiego telefonu korzystasz i kiedy twój dom będzie pusty. W tym czasie wyniesie z niego twój nowy komputer, o zakupie którego dowiedział się z Facebooka.

Po twojej wizycie w szpitalu zadzwoni, poda się za panią z ubezpieczenia i poprosi o uzupełnienie danych. Żeby ci pomóc, powie, że może to zrobić za ciebie przez telefon, wystarczy tylko, że podasz swój pesel i adres.

Skąd przestępca ma wiedzieć, że właśnie wychodzisz na parę godzin, w niedzielę pociąłeś sobie ręce i byłeś na pogotowiu, a miesiąc temu kupiłeś iPhone'a?

Sam mu o tym mówisz. Facebook, Blip i Twitter to zabawki niebezpieczniejsze niż zestaw skalpeli podarowany sześciolatkowi.

W piątek, po tym jak napisałem na Fejsie, że nie chce mi się pracować, odezwała się koleżanka dla której miał być tekst. No tak, cały widzi co publikuję… W tym przypadku nic się nie stało, ale dało mi do myślenia nad dodawaniem do znajomych osób, z którymi współpracuję. A przynajmniej zastanowienia się przed pisaniem co mi chodzi po głowie przed wciśnięciem  Udostępnij.

Totalne nieporozumienie to te wszystkie aplikacje, które koniecznie muszą opublikować w twoim profilu ile kóz dzisiaj nakarmiłeś i że za rok, razem z połową Facebooka, będziesz w Hiszpanii. Doskonale pokazują szefowi, że zamiast ciężko pracować nad swoim Excelem zajmujesz się pierdołami.

Pokusa opisania ostatniego spotkania z klientem, albo chociaż włączenia gry, jest silna. Skoro Facebook i tak jest włączony, to czemu by nie napisać o czym teraz myślisz? Może dlatego, że cały świat patrzy? A przynajmniej znajomi.

W dodatku jakoś tak się składa, że o ile ludzie w miarę dbają o nieujawnianie swojego e-maila (nawet jeśli nie zawsze się to sprawdza), to w społecznościówkach podają wszystko jak leci. Skontaktowanie się z nimi przez serwisy jest dużo prostsze niż znalezienie adresu w Google.

Mało tego, po podpięciu Facebooka do telefonu w końcu dowiedziałem się, kim są osoby wpisane w książce telefonicznej jako Leszek albo Zuzia od A. - aplikacja dołączyła ich zdjęcia i nazwiska do listy kontaktów na podstawie numerów telefonów. Pełna inwigilacja.

Z jednej strony to świetnie. Tyle, że nawet gdyby ktoś przypalał mi pięty, nie przypomniałbym sobie kiedy dodałem ich do listy, a o nazwiskach nie powiedziałbym nigdy. Po prostu ich nie znam. Aplikacja zidentyfikowała ich w sekundę.

Teraz połącz wszystkie zdjęcia, które opublikowałeś, grupy do których należysz i miejsca pracy pobrane z GoldenLine'a. Dodaj do tego świeże statusy i informacje, które podałbyś podczas zmiany operatora komórkowego (pisałeś ostatnio jak to trudno zmienić sieć?). Całość dopraw szczyptą dedukcji i garścią socjotechniki. Otrzymasz całkiem dokładny obraz tego co aktualnie robisz.

Pomyśl, że to samo może zrobić dowolna osoba, która postanowi skorzystać z twoich danych przy odzyskiwaniu hasła albo podczas usuwania konta. Twojego hasła i konta.

skomentuj

Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.