Informacja stanie się walutą

Osoby niekorzystające z Internetu powoli stają się odludkami
. Pozostają daleko w tyle, a o nowościach dowiadują się całe wieki później – mniej więcej następnego dnia.
Marcin Kosedowski, foto Ed Yourdon (CC)
W sieci coraz częściej spotykamy się z osobami, które poznaliśmy w świecie rzeczywistym. Jeszcze 10 lat temu było dokładnie odwrotnie: szukaliśmy tam nowych kontaktów i wyraźnie oddzielaliśmy życie w realu od tego wirtualnego. Za chwilę to wszystko się zmieni.
W ciągu najbliższych lat informacje, dane i moc obliczeniowa centrów danych znajdą się w naszych kieszeniach. Nie możemy też zapominać o samodzielnych urządzeniach podpiętych do sieci, którym człowiek nie jest do niczego potrzeby: alarmach, lodówkach czy toaletach (tak, Japończycy są dziwni), a w przyszłości domowych robotach. Poczekajcie 15 lat...
Mimo takich możliwości, większość użytkowników jest odbiorcami, a nie nadawcami treści i nie wykorzystuje jej pełnych możliwości. Wyjątek (ok. 1% internautów) stanowią tzw. heavy-users, czyli osoby które aktywnie kształtują wygląd sieci i nie widzą granicy między życiem online a realem. Dla nich obydwie płaszczyzny uzupełniają się.
I kto tu jest odludkiem?
Kiedy odbieram e-mail przez telefon w trybie push albo wykonuję w ten sposób przelew znajomi cały czas dziwią się, że coś takiego jest możliwe. Dla reszty świata mogę sprawiać wrażenie uzależnienia od Internetu odludka, ale to tak jakby powiedzieć, że jestem uzależniony od tramwaju. Dla mnie Sieć jest zupełnie naturalnym narzędziem (no, prawie). Za 10 lat będzie tym samym dla was.
Odnoszę także wrażenie, że odludkami
powoli stają się osoby niekorzystające z Internetu. Częściej słyszysz pytanie dlaczego nie masz konta na NK?
czy dlaczego masz?
Korzystając z Facebooka mogę w ciągu kilku minut dowiedzieć się co dzieje się u znajomych i w okolicy, a pochwalenie się nową pracą na Twitterze jest prostsze i nieporównanie szybsze niż wysłanie hordy gołębi pocztowych do wszystkich znajomych. Osoby niekorzystające z sieci pozostają daleko w tyle, a o nowościach dowiadują się całe wieki później – mniej więcej następnego dnia.
Myślenie, nie wiedza
Jak mądrze korzystać z sieci? Zmienić pojęcie mądrości. Skoro cała wiedza jest w Internecie, to nie ma sensu zawracać sobie głowy ilością węgla wydobytego przez Brazylię w 1972 roku i tym czym dokładnie jest to mitochondrium. Zabrzmi to jak bluźnierstwo, ale dotychczasowy sposób pojmowania wiedzy odchodzi do lamusa.
Zamiast tego musimy nauczyć się jak podchodzić do uzyskanych informacji ze zdrowym rozsądkiem i jak ze śmietnika - jakim w gruncie rzeczy jest sieć - wybrać prawdziwe perły. Samodzielne myślenie jest zdecydowanie trudniejsze niż nauczenie się na pamięć Ody do Młodości
. Zgadza się, wśród milionów stron znajdują się dziesiątki kłamstw i setki bzdur, ale ludzka pamięć jest znacznie bardziej zawodna niż komputerowa.
Moim zdaniem zmiany w podejściu do wiedzy będą trwały latami, chociaż u internautów obszary mózgu odpowiedzialne za złożone rozumowanie i podejmowanie decyzji są dwa razy bardziej aktywne niż w przypadku niekorzystających z sieci. Co najciekawsze, mózg zmienia się już po tygodniu intensywnego korzystania z sieci!
Nie musiałem pamiętać tej informacji. Zadanie pytania wyszukiwarce i odczytanie odpowiedzi ze wskazanej strony zajęło mi 4 sekundy. W tym czasie nie przypomniałbym sobie nawet co jadłem na obiad w zeszłą sobotę, a co dopiero wyników badań o których czytałem kilka miesięcy temu. Widzicie jak to działa?
Przyszłości są dwie
Zdaniem wielu futurologów, które podzielam, głównym zagrożeniem nie będzie uzależnienie od Internetu, ale rozwarstwienie społeczne wynikające z braku umiejętności wyłowienia z sieci wartościowych informacji. Doprowadzi to do całkowitej niezdolności do pracy i zmarginalizowania osób, które nie potrafią wykorzystać najnowszej techniki.
Przeciwnicy transhumanizmu, rozkwitającego nurtu filozoficznego zakładającego użycie techniki do pokonania ludzkich ograniczeń, uważają nawet, że doprowadzi to do powstania odpowiednika apartheidu.
Społeczeństwo sieciowe podzieli się zaś na trzy części: twórców treści – władców informacji
, stanowiących mniej niż 1% populacji, ok. 9% świadomych użytkowników i 90% szarej masy - odbiorców całkowicie podatnych na otrzymywane przekazy. Przyszłość tej pierwszej grupy wygląda fantastycznie, ale co jeśli zbuntowany tłum postanowi doprowadzić do rewolucji?
Jak temu zapobiec? Trzeba wyjść poza Facebooka i Onet i poznać prawdziwe możliwości sieci. Niestety użytkownicy nie zrobią tego sami, bo po prostu nie wiedzą co mogą (pamiętacie? 90% to tylko odbiorcy!). W kolejnej dekadzie problemem będzie pomoc takim osobom.
Informacja stanie się walutą
Niewinne informacje mogą wydawać się nic niewarte, ale jestem przekonany, że informacja stanie się walutą drugiej połowy XXI wieku. Może to odległa przyszłość, ale przystosowanie się do nowej rzeczywistości w wieku 70 lat to nie taka prosta sprawa. Musicie mieć świadomość, że zmiany zaczynają się już teraz. Zastanówcie się, ile płacicie za dostęp do Google. Nic? To skąd przychody tej firmy na poziomie 20 miliardów dolarów rocznie? W świecie Google i Facebooka walutą nie jest już dolar, ale informacja o użytkowniku. Będzie rządził ten, kto ją opanuje.
Tekst jest skróconą wypowiedzią przygotowaną dla pana Dawida Kurzawy na potrzeby Konkursu Wiedzy Obywatelskiej i Ekonomicznej. To jednocześnie mój pierwszy tak poważny artykuł.
19 komentarzy
Skomentuj!
Formatowanie komentarzy: *emfaza*, **silna emfaza**, >cytat, [tytul linka](http://adres.pl), nowa linia: dwa entery.
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie.
Myślę, że wizja zdecydowanie przesadzona, a przyszłe podziały powiedziałbym, że funkcjonują obecnie (ten 1-9-90). Ludzie się nie zmienią, zawsze smartphone dla zdecydowanej większości odbiorców będzie lans gadżetem, zaś 10% będzie sprawdzać na nim maile, czy korzystać z Internetu, innych aplikacji.
Ja lubię przesadzać:). Poza tym artykuł miał zachęcić do dyskusji, a takie trochę przesadzone porównania pozwalają znaleźć punkt o który można się oprzeć. Z drugiej strony w dużej mierze opierałem się na teoriach futurologów i "wyznawców" transhumanizmu, więc nic co napisałem nie jest wyssane z palca.
Przedziały 1-9-90 podpowiedział mi doktor Jan Wadowski, chociaż 1% osobiście uznałbym za zbyt dużą wartość. Oznaczałoby to, że w Polsce jest 200 000 osób aktywnie tworzących treści.
@Magnes
To już się dzieje, IMHO Kosa nie przesadza ani trochę. Sam już teraz korzystam z internetu w telefonie i jak potrzebuję czegoś się dowiedzieć to nie idę do żadnej biblioteki po słownik, książkę nt. wydobywania węgla, encyklopedię tylko włączam Google, wklepuję zapytanie i po kilku sekundach mam odpowiedź. To samo z bankiem. Jednym problemem może być właśnie odrzucenie gówno wartej informacji od tych perełek właśnie, nie od wczoraj wiadomo, że w internecie jest burdel i czasami przypomina to szukanie igły w stogu siana. Albo staniesz się “władcą informacji” albo utoniesz w masie zbędnych pierdól ^^
Jeśli mogę zapytać, to właściwie czym charakteryzuje się owe 9%? Mają konto na NK? Używają Twitera, czy innego Blipa? Może mają konto na wykopie?
Raczej chodzi o świadomość istnienia Blipa niż posiadanie konta na nim;)
Wspaniały artykuł dotykający coraz ważniejszej kwestii jaką jest rozwój i zagrożenia gospodarki informacyjnej. Tworzysz, przerabiasz, filtrujesz, promujesz, modyfikujesz treść albo się nie liczysz. Proste.
Ciekawy wpis, a tak apropos tytułu jak zrobiłeś tą klasę polecane nad notką, a precyzując co tam podpiąłeś folksr?
Bardzo interesujacy punkt widzenia, a artykul - choc nieco haotyczny - wart przeczytania. Pozdrawiam
@Piotr: napisałem sobie skrypt który losowo dodaje linki do najpopularniejszych wpisów. Ich listę zrobiłem ręcznie.
"Zastanówcie się, ile płacicie za dostęp do Google. Nic? To skąd przychody tej firmy na poziomie 20 miliardów dolarów rocznie?"
Ile dokładnie, to mogę sprawdzić w bilansie konta/karty. $0. Nie znaczy to że google to się nie opłaca. Wręcz przeciwnie. I dobrze.
Google żyje z reklam kontektowych. Jak widać opłaca się mieć system nieinwazyjnych reklam.
Mi się nie podoba stwierdzenie, że w przyszłości będzie trzeba pomagać tym którzy nie będą potrafili skorzystać z informacji w pełnym tego słowa znaczeniu. Uważam to za przesadę. Na pewno powstaną dla nich odpowiednie środowiska i produkty. Maksymalizacja targetu zwyczajnie się opłaca. To jakby biadolić, że dziś nie wszyscy mają dogłębną wiedzę o produktach bankowych. Większości te informacje nie są po prostu potrzebne. Oczywiście mogą być z tego względu biedniejsi ale nie muszą.
Wszystko o czym piszesz występuje już dziś. 99% czasu w telewizji to bzdury z których nie ma żadnej wartości (dlatego uważam, że telewizja nadaje się wyłącznie do rozrywki). Czy trzeba uczyć ludzi, żeby potrafili oddzielić informację od fałszu? Po co? Niektórzy wolą fałsz od prawdziwych informacji i dobrze im z tym. Ci którym fałsz jest nie w smak znajdują sposoby na filtrowanie.
Z reszta teraz sam sobie zaprzeczę.
Nigdy nie było okresu w historii człowieka, kiedy informacja musiała być prawdziwa. W informacji zawsze liczy się to jaką ma wartość. Wypadkową wartości są różne czynniki np. zaufanie i to co nam przyjdzie z posiadania informacji.
Zatem odgórne narzucenie filtra i odgórne nauczanie ludzi tego, która informacja jest właściwa, a która nie, śmierdzi mi komunizmem i reglamentacją.
Zgadzam się w kwestii umiejętnego wyławiania informacji, tj dopóki miałam informatykę w szkole było to dla mnie jedynie posługiwanie się komputerem, a internet - jakieś portale, poczta, "coś do oglądania/czytania". Jednak na studiach zaczynając przedmioty takie jak informatyka czy architektura systemów informatycznych pokazano nam, że sieć to właśnie zbiór informacji, z którymi można robić niemal wszystko tylko potrzebne są odpowiednie umiejętności i podejście. Osoby, które preferują wkuwanie na pamięć i korzystają z internetu jedynie na poziomie portali społecznościowych bez prób zagłębienia się w ten system danych, metadanych i wielu innych pozostanie faktycznie jedynie rzeszą uzależnionych, a nie czynnych użytkowników.
Internet zaburza pracę mózgu u młodych ludzi, być może jednak użytkownicy komputera, którzy nie sięgają po książkę czy nie wychodzą na spacer będą mieli "waluty" trochę mniej niż im się wydaje ;)
Tylko z badań wcale nie wynika, że te zaburzenia są szkodliwe, złe albo ogłupiające. To po prostu inny sposób zdobywania wiedzy, ale nie wiem czy lepszy czy gorszy. Jeśli okaże się, że to lepszy sposób, to osoby, które nie będą umiały się do niego dostosować zostaną z tyłu. Tak jak piszę w tekście.
Mogę się mylić, ale nie ma czegoś takiego jak "pozytywne zaburzenia":
Zatem nawet jeśli jako pierwszy wejdziesz w posiadanie informacji nie odniesiesz korzyści jako warzywo, które umie tylko klikać.
@grzegorz: Ja się z tymi badaniami nie zgodzę, ponieważ sam jestem przykładem kogoś kto na internecie "wyrósł". Śmiem nawet zaproponować odwrotne badanie. W jaki sposób SZKOŁA upośledza zdolności młodych ludzi do czytania? (jak również twórczego myślenia, zaangażowania, wiary we własne zdolności etc). Właściwie tylko i wyłącznie dzięki internetowi nauczyłem się angielskiego bo w szkole przez 9 lat nauki NICZEGO nie pojąłem. Tutaj również dowiedziałem się, że - czytanie na głos - ogranicza zdolność naszego mózgu do szybkiego zapamiętywania informacji (a w szkołach to podstawowy sposób "nauczania"), tutaj zdobywam na codzień wszystkie informacje do pracy i dalszej swojej nauki, poczynając od spraw administracyjnych serwerem, poprzez szukanie nowych łatek do tego złomu przed mymi oczami, a kończąc na przepisie na ciastka (a nie chwaląc się - zawsze są smaczne) i nowych ciuszków dla dziecka.
Wracając do samodzielnego myślenia i czytania... artykuł mówi o grupie badanych - setce ludzi. Raczej mało reprezentatywna grupa, w dodatku brytyjczyków jak mniemam... wyrzuć do kosza to badziewie ;-) i nie rozsiewaj tego linku dalej po internecie bo wujek google go zacznie wyżej indeksować, a nuż przez przypadek znów na to natrafię i szybko zamknę - tak, ja też nie potrafię przebywać w jednym miejscu w sieci dłużej niż jest to konieczne do pozyskania z niej wartościowej informacji - ameryki nie odkryli.
Na tym chyba to polega, skaczesz... klik....klik, następna... klik... klik KLIK!
Tym klikaniem doszedłem do bbc. Popatrz na źródło w artykule który podałeś, odsyłka do co.uk, a tam wspaniały piękny baner powitalny w stylu kreskówkowym i zachęcanie do testu... szkoda że trzeba się rejestrować bo pewnie bym zaszedł dalej...dla mnie śmierdzi marketingiem, lecz wcale tak nie musi być...
@charlize: naprawdę zazdroszczę Ci, rzeczy których was uczą na studiach... szkoda, że na wszystkich polskich wyższych uczelniach nie jest tak bajecznie.
ps@gregory. zaburzenia to odchylenia od jakiejś normy prawda?, więc gdy produkuje dziennie 100 lini kodu mieszcząc się tym samym w mojej dziennej normie LECZ jutro odbije mi szajba(tak się składa że również to zaburzenie) i zrobię ich 300, to możemy śmiało odnaleźć jakieś pozytywy w tej odmianie (negatywem niekoniecznie będzie jakość). Zaburzenia w kodzie genetycznym są podstawą ewolucji, albo coś w ten deseń...
@Marcin: Artykuł porusza ciekawą kwestię:
"Częściej słyszysz pytanie dlaczego nie masz konta na NK? czy dlaczego masz?"
Bo wg. mnie dotyczy ona tylko i wyłącznie sposobu bycia. Tyle razy ile zadano mi pierwsze pytanie, ja szybko kontrowałem tym drugim, jednak nigdy ciekawszej odpowiedzi od "bo w stadzie czuję się bezpieczniej, chociaż akurat znadjujesz się w kolejce świń do rzeźni" nie uzsykałem,a przy obecnym masowym odpływie użytkowników z NK, czekam, aż kolejność tych pytań się zmieni. Reasumując, nie wszystko zmierza zawsze w jedną stronę w internecie i podlega raczej trendom typowym dla mody(bo rządzą tym głównie nastolatkowie [możecie się nie zgadzać, ale 3/4 dorosłych o waszejPasji dowiedziała się od swoich pociech] - a od nich nie oczekiwałbym za prędko używania telefonu do wykonywania operacji bankowych).
Gdyby było tak słodko jak mówisz i to tempo było tak szybkie, to teraz siedziałbym z hełmem na głowie który czyta fale mózgowe i dawno wyrzucił klawiaturę oszczędzając znacząco palce (a jednak ta technologia do kowalskiego nadal nie trafia - a ma conajmniej z 10 lat)
Pozdrawiam
Wiele lat temu mój obecnie już nie żyjący Dziadek powiedział, że "szczytem nowoczesności jest nieposiadanie telewizora", kiedyś nie korzystanie z Internetu może być podobnym szczytem nowoczesności :)
Ile kosztują dane osobowe?
Cyberprzestępcy sprzedadzą numer twojej karty kredytowej za dolara. Dla Facebooka jest wart 25 razy więcej.