like a geek

Zielona logika

girl forest

Ekolodzy chcieliby korzystać z sojowych baterii i żarówek o mocy mikrowata. Ja też, ale to nie działa.

Marcin Kosedowski, foto the girl who tamed the tiger (CC)

Dopóki nie świecę w nocy, nie robi mi zbytniej różnicy czy mandarynka pochodzi z ekologicznej uprawy pana Tadka czy chińscy niewolnicy opryskiwali ją dolną połową tablicy Mendelejewa. Nie ślepnę od świetlówek energooszczędnych. Cisco może sobie przyklejać nawet 10 naklejek z zielonym listkiem na swoje nowe switche.

Nie mam też nic przeciwko temu, żeby baterie komputerów były robione z fasoli zamiast z azbestu. Jest jeden warunek: muszą działać tak samo, o czym producenci zdają się zapominać.

Nowy laptop Asusa ma obudowę z trawy i ekologiczną baterię, którą możesz nakarmić dziecko. W dodatku jest tak lekka, że po odłożeniu odlatuje w okolice sufitu. Ma jednak drobną wadę. Działa przez żałosne 108 minut.

Na szczęście producent zauważył, że akumulator rozłoży się jeśli tylko w pomieszczeniu zrobi się nieco wilgotniej i od razu dołączył klasyczną baterię, która - jak wiadomo - zjada dzieci. Dla odmiany można na niej pracować przez 7 godzin. Współczuję ludziom, którzy są do tego zmuszeni.

Problem nie dotyczy tylko elektroniki. Żeby krajowa szesnastka biegnąca na Daleki Wschód, aż do Augustowa, była bardziej ekologiczna ustawiono koło niej długi na pięć kilometrów i wysoki na dwa piętra kamienny mur. Wszystko dla dobra zwierzątek.

Kamienie ważą 4,5 miliona kilogramów, a do przewiezienia takiego ładunku potrzeba całej floty ciężarówek. Mogę się założyć, że emitują one całkiem sporo dwutlenku węgla, który zabija młode bobry. PKP nie ułatwia sprawy, bo na ich mapie Prusy Wschodnie jeszcze nie zostały wcielone do Polski, więc po co kłaść tam tory?

Samo wydobycie takiej masy kamieni musiało doprowadzić do wykopania dziury wielkości Austrii i zabicia paru milionów motyli. Zamiast zniszczyć las poprzez budowę autostrady zniszczono więc las i dodatkowo wykopano wielką dziurę. To trochę głupie.

Tak samo jest z papierem zrobionym ze starego papieru zamiast całkiem przyzwoitych choinek. Może nie wycina się drzewek, a bobry mają gdzie mieszkać, ale nikt mi nie wmówi, że zrobienie białego papieru z gazety jest ekologiczne.

Oglądałem taką produkcję z bliska. Wcale nie było tak, że wrzuca się gazetę do wody, przepuszcza przez wałek i wyjmuje czysty papier. Pozbycie się farby drukarskiej z gazety to nie taka prosta sprawa.

W procesie bierze jeszcze udział chemia. Cała masa chemii. W każdej kąpieli, a było ich około piętnastu milionów, dodawano do coraz bielszego papieru nową chemię. Mam wrażenie, że całe te gazety wyemitowano do atmosfery przez kominy wielkości Mount Everestu, a to co wyszło z fabryki to właściwie sprasowana chemia sprzedawana jako papier. I mnóstwo ścieków, dzięki którym powstały nowe gatunki dwugłowych ryb.

Wyprodukowane zanieczyszczenia były pewnie bardziej szkodliwe niż wycięcie połowy Amazonii, a co rano komin pozbawiał życia stada kormoranów. Bo przecież ptaki są głupie i jeśli tylko zauważą komin albo wiatrak postanawiają sprawdzić, czy one też mogą tunelować jak elektrony.

Jednak wiatrak nie powstanie, bo zabija gołębie. Lepiej zatrudnić jeszcze paru górników do wydobycia węgla. Taka jest cała logika ekologii.

skomentuj

Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie. Więcej w polityce prywatności.