Windows na serwery, Linux na biurka, a Google do łóżka, pociągu, parku i w jeszcze więcej fascynujących miejsc, w których komputer jest niezbędny. Wszędzie tam, gdzie sięga sieć GSM. I tylko tam.
Marcin Kosedowski, źródło grafiki YouTube
Panowie Brin i Page stwierdzili pewnego ranka, że najwięcej prywatnych informacji wyciągną od nas, jeśli komputer będziemy nosić zawsze przy sobie. Może po kilku piwach zaczniesz pisać maila do szefa o tym, jakim jest frajerem? Albo wyszukiwać sobie jakieś porno, co zostanie dodane do twojej historii wyszukiwania?
Wpadli więc na pomysł stworzenia własnego systemu operacyjnego. Chrome OS jest systemem przeznaczonym na netbooki, przenośne (w przeciwieństwie do laptopów) komputerki służące do szybkiego obejrzenia jakiegoś porno.
Odpalenie Worda trwa na tym około 10 lat, więc zamiast tego powinniście korzystać z Google Docs, a Gmail doskonale zastąpi Outlooka
- stwierdził pan Brin i zaproponował nam system będący zmaksymalizowaną przeglądarką.
Pan Page usunął jeszcze antywirusa i ekran ładowania systemu, dzięki czemu uruchomił się on jeszcze zanim zdążyłem włączyć stoper. Nie od dziś wiadomo bowiem, że w czasie startu systemu najwięcej czasu traci się na załadowanie animacji z logiem Windowsa albo wyrenderowanie tej brzydkiej poświaty w Ubuntu.
Może was zdziwię, ale mają rację. Chrome OS startuje szybko, a od razu po zalogowaniu dostajemy dostęp do Gmaila, historii wyszukiwania i magicznego przycisku, który każe się zalogować poprzez konto w domenie google.com.
Nie mam czegoś takiego, a co gorsza nie wiem skąd wziąć takie konto. Prawdopodobnie przez to tracę dostęp do funkcji zawartych w zajmującym 2,8 GB systemie, a moje prawa dostępu ograniczają się do... korzystania z przeglądarki i wyłączenia sieci.
Równie dobrze mógłbym uderzyć w komputer młotkiem, bo po odłączeniu od Internetu Chrome OS staje się bezużyteczny. Tak to jest, jeśli przenosi się wszystkie dokumenty i usługi do chmury. Mogę się założyć, że w projektowaniu brał udział pan Kononowicz: nie będzie sieci – nie będzie niczego.
Swoją drogą zastanawia mnie, co zajmuje te 3 GB, bo Google twierdzi, że sterowniki dopiero powstaną. W systemie nie ma prawie żadnych programów, nawet… Chrome'a. Zamiast niego jest obecnie Chromium.
W Chrome OS nie będzie niczego – nawet fontów szeryfowych.Poza tym Chrome OS jest niewiarygodnie wolny. Nie byłem pewien czy kursor przesuwa się w wyniku poruszenia myszą czy to tylko sprawa dryfu kontynentów. Jego prędkość jest porównywalna z tym drugim, a na przełączenie kart czeka się mniej więcej tydzień.
Czy Chrome OS zagrozi Windowsowi i Linuksowi? Chyba nie. Microsoft dodaje do Windowsa nowe fascynujące funkcje, takie jak minimalizacja wszystkich okien poza aktywnym, dzięki czemu nie traci użytkowników aż tak szybko.
Linux ma natomiast 1,03, a może nawet 0,91% rynku (z błędem rzędu 3 punktów procentowych), więc pan Ballmer nie musi oglądać się za siebie i sprawdzać, czy to co czuje na plecach to oddech pana Torvaldsa. Mimo to radzą mu to od jakichś 10 lat.
Na komputerach w czarno - szarych obudowach jest jednak miejsce na trzeci system. W sieci są miliony osób, które podadzą swoje dane każdemu, kto o nie poprosi. Będą się nawet cieszyć, że mogą pracować na swoich plikach sprzed pięciu lat na komputerze stojącym na wystawie w supermarkecie.
Zainteresował Cię ten tekst? Przeczytaj też:
Formatowanie komentarzy: *emfaza*, **silna emfaza**, >cytat, [tytul linka](http://adres.pl), nowa linia: dwa entery.
Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie.
Marcin Kosedowski – dla znajomych „kosa”. Zdarza mu się pisać w kilku miejscach. Na blogu porusza tematy okołotechniczne i okołointernetowe. Uwielbia kawę i muzykę. Nie przejmuje się krytyką. Nikogo nie zmusza do czytania tego bloga.
Tytuł brzmi niedorzecznie? A jednak, poznanie tożsamości odwiedzającego stronę było możliwe w 57% przypadków przebadanych w doświadczeniu [PDF, 0.5 MB].
Autorzy zebrali linki do wszystkich grup w popularnych serwisach społecznościowych, wstawili je na stronę, a do każdego dodali styl zawierający unikatowy obrazek tła jeśli strona była odwiedzona (szczegóły techniczne).
Autorzy ataku wynajęli bota, który utworzył dla nich odpowiednią listę 40 milionów grup z Facebooka. Kosztowało to majątek - całe 18 dolarów i 47 centów. Słyszałem o dzieciach, które wydają więcej na fryzjera.
Następny krok to analiza logów serwera. Filtrujemy je po IP i patrzymy jakie pliki graficzne pobrał dany użytkownik. Na tej podstawie wiadomo, których grup strony odwiedzał.
Dalej sprawdzamy, które osoby należą do wszystkich tych grup jednocześnie. W ponad połowie przypadków zostaje tylko jedna osoba.
Przetestowałem tę metodę i faktycznie działa. Właściciel serwera może dowiedzieć się czy odwiedzaliśmy konkretne strony. Tylko czekać aż Google doda skrypt działający w tle i sprawdzający czy aby na pewno nie przeoczyli jednej ze stron którą widziałeś.
#Ilu powiadomień trzeba, żeby wykonać tak złożoną operację jak doładowanie telefonu na kartę? Według Ery - ośmiu: trzech e-maili i pięciu SMS-ów.
Jestem w stanie zrozumieć, że pan wysyłający SMS-y w erze umrze jeśli nie poinformuje mnie, że dostałem 5 złotych gratis.
Ale czy ktoś jest mi w stanie powiedzieć, jaki sens ma konieczność uwierzytelnienia się SMS-em przed przekierowaniem na stronę z płatnościami? Zanim podam numer karty i jakiekolwiek istotne dane muszę otrzymać kod. Że to niby podnosi poziom bezpieczeństwa? Nie wydaje mi się.
I po co wysłać e-mail o treści przyjęliśmy zlecenie
skoro minutę wcześniej dostałem informacje o tym, że zostało ono zrealizowane? Może ciężko w to uwierzyć, ale domyśliłem się, że nie zrealizowano go bez przyjęcia.
Nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie denerwowało, ale jest niepotrzebnie skomplikowane. Takich niepotrzebnych opcji jest więcej.
Z jakiegoś powodu w polu do wprowadzania e-maila (dół tego formularza) wszystkie znaki są powiększane. Niby dlaczego? Jeśli już, to powinny być pomniejszane. IMO użycie wielkich liter w adresie jest trochę trudne…
KISS!
#