like a Geek
wyszukiwarka

Blogowa bańka

Koval napisał dzisiaj o tym, jak udało mu się uniknąć losu prostytutki. Osobiście nie mam aż takich skrupułów i jeśli ktoś jest gotów zapłacić mogę się sprzedać;). Oczywiście jako pióro/ klawiatura kupującego. Przyjrzyjmy się kilku faktom dotyczącym blogosfery i reklamy.

Raj na Ziemi

W dyskusji (niestety nie mogę podlinkować komentarza) na blogu Kovala Zal wyraził zdziwienie tym, ile zaoferowano mu za umieszczenie reklamy. Ja nie dziwię się i korzystam dopóki jest taka okazja, bo 600 zł piechotą nie chodzi:). Tak, marketingowcy są w stanie zapłacić taką kwotę za reklamę na niezbyt poczytnym blogu. Prawdopodobnie wiedzeni badaniami takimi jak powyższe, które ukazują cudowną sytuację na rynku.

Moim skromnym zdaniem kwoty te są koszmarnie przewartościowane (nie, żebym się nie cieszył, w końcu to mi płacą). Jeszcze bym zrozumiał spamowanie po cichu na forach i w komentarzach. Ale w jaki sposób wydanie kilkuset złotych na niedopasowaną do treści reklamę ma zwrócić się inwestorowi? Przecież te 800 tysięcy osób to nie są typowi internauci którzy potrafią włączyć Internet klikając niebieskie E na pulpicie. To osoby trochę bardziej obeznane z siecią, korzystające z AdBlocka i czytające blogi przez RSS-y. Widzę tu wielki przekręt agencji reklamowych naciągających wyniki i tryumf statystyki. Przecież zleceniodawcy takich agencji muszą być świadomi istnienia AdBlocków i raczej nie wierzą w ilość wyświetleń, prawda? Nie, nie prawda. W CPC nie chciałoby mi się bawić, a po prawej jest reklama. Jeśli nie wierzysz, wyłącz AdBlocka i zobacz. A wpisy sponsorowane? Czyta je, przynajmniej u mnie, o około 40% mniej osób niż typowe artykuły (nie liczę minibloga ani skrajnie popularnych notek).

Będzie jak z dotnetami

Nie doszło jeszcze do tego, że domy mediowe działają na blogach (nie doszło, prawda?), ale niedługo pewnie się tego doczekamy. Ceny jeszcze bardziej podskoczą a wtedy okaże się, że wydanie XX tysięcy złotych na reklamy na kilkudziesięciu blogach nie miało sensu. Cały ruch i opiniotwórczość skupia się na kilku tematycznych bogach, a pozostali to margines. Mówię wam, ktoś w końcu zauważy, że to się nie opłaca. Tymczasem korzystam, póki jest taka możliwość;).

PS. Kupujcie w sklepach Pancho Pan i jedzcie konserwy Twarda Sztuka.

Autor artykułu: Marcin Kosedowski.

Skomentuj

Zainteresował Cię ten tekst? Przeczytaj też:

23 komentarze

code

Formatowanie komentarzy: *emfaza*, **silna emfaza**, >cytat, [tytul linka](http://adres.pl), nowa linia: dwa entery.

Komentarze są własnością użytkowników. Zastrzegam sobie prawo do ich usuwania, jeśli uznam je za nieodpowiednie.

RSS komentarzy

my photo

Marcin Kosedowski – dla zna­jo­mych „kosa”. Zda­rza mu się pi­sać w kil­ku miejs­cach. Na blogu po­ru­sza te­­ma­­ty oko­ło­­tech­­nic­z­ne i oko­ło­­inter­­ne­­to­­we. Uwiel­bia ka­wę i mu­zy­kę. Nie przej­mu­je się kry­ty­ką. Niko­go nie zmu­sza do czytania tego bloga.

Powiadomienia o wpisach na twój e-mail:

Newsletter obsługuje FeedBurner (Google)